Niewiele ponad dwa tygodnie temu na gali w Las Vegas, doszło do skandalicznej decyzji, kiedy w walce wieczoru Andrew Moloney (21-1-0) według zasad czysto bokserskich wygrał swój pojedynek z Joshuą Franco (17-1-2), ale do rodzinnej Australii powrócił bez tytułu mistrza świata kategorii super muszej (super flyweight). Przypomnijmy, że już od pierwszego gongu, Moloney zasypywał ciosami bezradnego Franco, powodując kontuzję jego oka, na które 25-letni mieszkaniec Teksasu nie widział już kompletnie nic. Sędziujący walkę, Russel Mora podjął skandaliczną decyzję, uznawając pojedynek za nieodbyty, twierdząc, że kontuzja Franco wynikła ze zderzenia głowami obu zawodników, a nie ciosów ze strony Moloney’a. Co ciekawe, na żadnej powtórce nie widać, aby pięściarze zderzyli się głowami, natomiast widać jak przez dwie rundy, Moloney notorycznie atakuje bezradnego Franco.

Zaraz po walce informowaliśmy o tym, że obóz Australijczyka złożył oficjalny protest do Komisji Sportowej Stanu Nevada o rozpatrzenie sprawy. W zeszłym tygodniu dziennikarz, Jake Donovan podał w imieniu Moloney’a, że postępowanie sądowe już się rozpoczęło, jednakże komisja z Nevady nie zaplanowała nawet jeszcze przesłuchania. Wobec tego, na ten moment oficjalne orzeczenie komisji jest takie, że to zderzenie głowami spowodowało uszkodzenie oka Joshuy Franco, pomimo, że żadna z powtórek nie zarejestrowała takiego zdarzenia. Komentujący walkę, były znakomity pięściarz Andre Ward, podszedł po walce do Australijczyka i zaoferował mu swoją pomoc. Ward poinformował o całej sprawie swojego prawnika, który zobowiązał się pomóc poszkodowanemu Moloney’owi, który wrócił do Australii już trzy dni po walce, gdzie musiał przejść dwutygoniową kwarantannę w pokoju hotelowym. 29-latek dziś (wtorek) mógł już wrócić do domu i swojej rodziny, ale nadal nie kryje frustracji z zaistniałej sytuacji, co jest całkowicie zrozumiałe.

  • Wciąż jestem zdruzgotany, że wróciłem do domu i nie mam pasa tytułu mistrza świata, który myślałem, że wróci razem ze mną. Myślałem o tej walce, wyobrażałem ją sobie przez pięć ostatnich miesięcy. Po prostu wyobrażałem sobie jak dobrze będzie wrócić do domu z tym tytułem mistrza świata, który powinien być teraz ze mną. Nawet pod koniec pierwszej rundy, kiedy sędzia podszedł do naszego narożnika, zamiast powiedzieć, że oko jest uszkodzone przez zderzenie głowami, powiedział tylko, żebyśmy uważali na głowy. I nawet do mnie nie dotarło, że mówił o uszkodzeniu oka, ponieważ jak powiedziałem – wiedziałem, że to po uderzeniu. – mówi Moloney.

Po zaledwie sześciominutowej walce, sędziowie ze znanym doskonale polskim kibicom, Robertem Byrdem na czele, przez dwadzieścia siedem minut debatowali nad ostateczną decyzją, oglądając kilkukrotnie powtórki z zaledwie dwóch rund. Chcąc bronić reputacji sędziego Mory, który w przeszłości kilkukrotnie wykazywał się już niekompetencją, sędziowie postanowili przychylić się do jego pierwotnej decyzji, doprowadzając tym samym do niewątpiliwie jednego z największych skandali tego roku. Warto przypomnieć, że już w czerwcu, Moloney walczył z Franco broniąc tytułu WBA, który stracił wówczas na rzecz Amerykanina. W pierwszej połowie walki, Australijczyk przeważał nad swoim młodszym rywalem, ale później to właśnie Franco dyktował warunki, posyłając nawet na deski swojego rywala w siódmej rundzie. Listopadowa potyczka obu pięściarzy była walką rewanżową, którą zdecydowanie wygrał Moloney, ale został oszukany w perfidny sposób. Bardzo możliwe, że ich kolejna walka dojdzie do skutku, a pięściarz z antypodów bardzo chciałby, aby to miało miejsce w jego rodzinnym kraju.

  • Słyszeliście jak Bob Arum powiedział, żeby wynosić się z Nevady. Bob jest bardzo zainteresowany zrobieniem tej trylogii. Mówimy o zrobieniu tego na początku przyszłego roku w Australii i byłoby to spełnienie moich marzeń, aby wreszcie odzyskać tytuł mistrza świata przed swoimi przyjaciółmi i rodziną. To byłoby niesamowite. Biorąc pod uwagę to wszystko co przeszedłem, to byłoby dużo słodsze. Byłoby wspaniale, gdyby do tego doszło w Australii. – powiedział Andrew Moloney.