W listopadzie miało dojść do rewanżu po sierpniowej walce, w której Alexander Povetkin (36-2-1) znokautował Dilliana Whyte’a (27-2-0), odbierając mu tym samym tymczasowy tytuł federacji WBC, kategorii ciężkiej (heavyweight). Do walki jednak jesienią nie doszło, bowiem Rosjanin zaraził się coronavirusem, w związku z czym walkę przełożono wstępnie na styczeń. Kilka tygodni temu, promotor Povetkina, Andrey Rabinsky poinformował, że w pierwszym miesiącu 2021 roku do pojedynku również nie dojdzie, gdyż jego pięściarz nie przeszedł jeszcze stuprocentowej rekonwalescencji i zakłada się, że do rywalizacji będzie mógł wrócić prawdopodobnie w marcu. Whyte nie chce czekać aż tak długo i chciałby zmierzyć się w najbliższym czasie z kimś innym. Wśród wymienionych przez niego nazwisk, znalazł się Luis Ortiz (32-2-0), który przyjął wyzwanie.
- Whyte lubi dużo mówić, więc niech sobie mówi. Co mogę mu powiedzieć…to jego sprawa, mnie wszystko odpowiada. Whyte mówił w jednym z wywiadów, że zmyśliliśmy wirusa, to jego przypuszczenia. Dobrze dla niego, że ta walka została przesunięta. Po takim ciężkim nokaucie ma czas na odpoczynek. Mam wszystkie dokumenty, jak to może być zmyślone? On mówi wiele, ale podpisaliśmy kontrakt na rewanż, a ja chcę się z nim znowu spotkać. – powiedział w rozmowie z Vasiliy’em Konovem, Povetkin.
Whyte, który mimo, że na kartach sędziowskich podczas pierwszej walki z Povetkinem, przeważał w każdej rundzie, a w czwartej posłał doświadczonego Rosjanina na deski aż dwukrotnie. W piątej odsłonie pojedynku, 41-latek odpowiednio wycelował, a następnie potężnym lewym podbródkowym zakończył walkę, ciężko nokautując Whyte’a. Povetkin ma jasny cel na rozpoczynający się rok.
- Chciałbym być bardziej aktywny. Dwie walki w roku to dla mnie optymalna liczba. Przecież przygotowania trwają trzy miesiące, a po walce trzeba odpocząć. Poza tym nie mam dwudziestu lat, żeby tak szybko się zregenerować. – zakończył Povetkin.