Opinia własna

Realia obecnego rynku pay-per-view (PPV) skłoniły mnie do refleksji. Gdy dorasatałem to niejednokrotnie usłyszałem, że płacenie ok. 50 dolarów (USD) za transmisję walki Andrzeja Gołoty w systemie PPV to nieporozumienie (przez błyskawicznie szybkie porażki). Z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że ja nie podpisuję się pod tą opinią. A to dlatego, że gdy zamawia się PPV, trzeba dostrzec, iż talent każdego zadownika na tej karcie walk się liczy; za nazwisko się płaci. W latach 90. nazwisko Gołoty miało duże znaczenie w świecie boksu; byli ludzie, którzy zamawiali jego walki również dla rozrywki bo wiedzieli, że w dodatku jest w tym ringu tak nieobliczalny.

Nazwisko Logana Paula nie ma miejsca w poważnym zestawieniu walk zawodowych pokazywanych w PPV. Należy pamiętać, że pokazowy pojedynek to nie zawodowy. Ani oficjalnie ani w rzeczywistości. Gdyby Paul przegrał z Mayweatherem (jeśli event dojdzie do skutku), to przegra z Mayweatherem showmanem, a nie zawodowcem, nie supergwiazdą profesjonalnych ringów. Walki pokazowe to całkiem osobna historia. Fakt, są tacy, którzy wykładają na stół miliony dla Jake’a Paula, aby ten wystąpił w systemie PPV. Ale właśnie rzecz w tym, że na razie może wystąpić jedynie jako showman, a nie jako ktoś wśród największych bokserów, bo do takich się nie zalicza. A tylko właśnie najwięksi zasługują na to aby za ich nazwiska płacić najwięcej.

Co do wielkich nazwisk światowego boksu, musimy pamiętać, że PPV to coś, na co się zasługuje. Zostać elitarnym pięściarzem na takim poziomie wymaga bardzo dużo, możesz mieć największą liczbę wyświetleń w historii kanałów YouTube, ale jeśli masz np. rekord 5-15 to moim zdaniem nigdy nie zasługujesz być częścią bokserskiego PPV. Niedowiarkom którzy po dziś dzień myślą że np. Gołota nigdy nie powinien się znaleźć w PPV powiem tak: jak idziesz do lekarza i po wizycie nie wierzysz gdy dostajesz rachunek który wynosi wielką sumę za bardzo krótko spędzony czas, masz dowód na to, że wiedza się liczy, a nie czas. Płacisz za lekarza wiedzę i ekspertyzę.

Tak samo w boksie – płacisz z góry za wysoką jakość talentu i nazwisko pięściarza zanim w ogóle zabrzmi pierwszy gong. Nieważne ile czasu spędzi w ringu. To nie zmienia rozczarowania, to jasne, ale bardziej rozczarowało mnie to, że Polak nie został mistrzem, a nie to, że wyjąłem z portfela pół stówki. Ja i moi bliscy płaciliśmy niejednokrotnie za walkę Gołoty; dzisiaj to mile wspominam. Wtedy ludzie narzekali że pół stówki wydali za półtora minuty spędzonej przez Andrew w ringu. Oj, aby dzisiaj w ogóle można było mówić o jakimś Polaku na karcie walk w PPV. Oj, odległe marzenie proszę Państwa, jak stąd do nieba…