Sergey Lipinets (16-2-1) po ponad trzyletnim epizodzie w dywizją półśrednią (welterweight), wraca do kategorii super lekkiej (super lightweight), w której święcił swoje największe sukcesy. 32-letni Rosjanin w 2017 roku wygrał z Akihiro Kondo (32-10-2) walkę o wakujący tytuł mistrza świata, lecz w swojej pierwszej obronie poległ na punkty przeciwko będącemu w najlepszej życiowej formie MIkey’emu Garcii (40-2-0). Lipinets w sierpniu 2018 roku zadebiutował w kategorii półśredniej, w której stoczył pięć pojedynków – wygrał trzy, raz zremisował i raz przegrał. właśnie w swojej ostatniej walce.

Lipinets został w kwietniu poddany prawdziwemu testowi – zmierzył się on z Jaronem Ennisem (28-0-0), dla którego walka z Lipinetsem również miała udowodnić, że młody Amerykanin puka do ścisłej czołówki dywizji do 147 funtów. Ennis od samego początku dyktował tempo pojedynku, nokautując ostatecznie Lipinetsa w szóstej rundzie. Rosjanin żegna się z dywizją półśrednią i nie brakuje mu motywacji, aby odzyskać mistrzowski tytuł w kategorii niżej.

Poszedłem do półśredniej i czułem się w porządku. Moja walka z Lamontem była spokojna. Kiedy zaproponowano mi walkę z Ennisem, ja i mój zespół wiedzieliśmy, że to będzie ciężka walka. Nigdy jednak nie odmówiłem walki i mimo kontuzji i ciężkiego obozu, ja cały czas walczyłem. Przegrana z facetem, który będzie najbardziej unikanym pięściarzem współczesnych czasów i prawdopodobnie będzie też niekwestionowanym mistrzem w półśredniej i super półśredniej. W super lekkiej są teraz świetne możliwości i idę z powrotem na dół, aby dostać walkę o pas. Dzięki Bogu, nie jestem poobijany, a ten ogień wciąż płonie. – powiedział Lipinets.

źródło wypowiedzi: boxingscene