W minioną sobotę na gali Premier Boxing Champions w Las Vegas (Nevada, Stany Zjednoczone), Tim Tszyu (25-3-0) przegrał przed czasem z Sebastianem Fundorą (23-1-1) i poniósł trzecią porażkę w karierze w swoich czterech ostatnich walkach. Australijczyk przez wielu został już skreślony, jednakże on sam nie zamierza się poddawać, a jego podejście do sprawy wygląda zgoła inaczej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. 

Po chwili refleksji nad ostatnią walką, chciałem podzielić się z wami następującą wiadomością. Powiedzieć, że ostatnie kilka lat było pełne przeciwności, to tyle co nie powiedzieć nic. Wiele osób ma własne zdanie na temat tego, gdzie “coś poszło nie tak”, ale niezależnie od tego, kim jesteś, życie rzuca ci kłody pod nogi, a to, jak reagujesz, definiuje to, kim naprawdę jesteś. Pomimo głębokiego smutku z powodu niespełnienia moich marzeń, jestem dumny z mojego podejścia. Odważyłem się być wielki i miałem odwagę podjąć wyzwania, których większość by się nie podjęła. Widzę swoje nazwisko w nagłówkach w negatywnym świetle i słyszę, jak wiele osób miesza mnie z błotem. Prawda jest taka, że wszyscy doświadczamy porażek w życiu, ale ze względu na charakter mojej pracy, te porażki są publiczne. Jestem wdzięczny, że mam social media, aby podzielić się moim przesłaniem z tymi, którzy mnie podziwiają. Porażki nie należy się bać. To część ceny, jaką płacisz w pogoni za życiem, z którego możesz być dumny. Mam nadzieję, że każdy, kto toczy własne bitwy, będzie mógł mnie wziąć za przykład i iść naprzód, niezależnie od przeciwności losu, hałasu otoczenia, a nawet własnych wewnętrznych wątpliwości. Ta podróż wciąż trwa. – przekazał Tszyu za pośrednictwem mediów społecznościowych. 

Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: frontoffice@boxingzone.org