Walka Anthony’ego Joshua z Tysonem Fury’m to wydarzenie, na które czeka niewątpliwie cały pięściarski świat. Począwszy od “niedzielnych” kibiców, do prawdziwych fanatyków boksu. Cała otoczka wokół tej walki i to co się dzieje, może wywołać u wielu kibiców prawdziwy ból głowy. No bo skoro obaj zawodnicy są najlepsi, to dlaczego na drodze stoi tyle komplikacji, aby dwóch mistrzów świata królewskiej dywizji nie mogło się ze sobą zmierzyć w bezpośredniej konfrontacji? W dzisiejszym felietonie spróbuję naświetlić całą sytuację, która jest bądź co bądź nieco zawiła.
W ostatnim czasie można przysłowiowo zwariować od spekulacji i wypowiedzi ludzi ze świata boksu, którzy zasypują pięściarskie media praktycznie jednym tematem z cyklu “Walka Fury vs Joshua”. Oleksandr Usyk mówi kategoryczne “NIE” i rząda natychmiast walki o mistrzostwo świata, po to, aby za jakiś czas powiedzieć, że jest w stanie się porozumieć i pójść po raz trzeci na rękę Eddie’mu Hearnowi, który za wszelką cenę chce doprowadzić do unifikacyjnej walki o wszystkie tytuły w kategorii ciężkiej. Dwa dni później, Joshua mówi w jednym z wywiadów, że jest w stanie zwakować pas WBO, po to by walczyć z Fury’m, bo przecież “tego chcą kibice”. W rzeczywistości ciężko wyobrazić sobie, aby konfrontacja pomiędzy dwoma mistrzami świata odbyła się bez pasa WBO, który aktualnie dzierży Joshua. Prestiż tego pojedynku znacznie straciłby na atrakcyjności, gdyby zabrakło w nim jednego z czterech mistrzowskich pasów. Wydaje się nawet, że promujący “AJ’a” Hearn nie dopuszcza w ogóle takiej myśli, wywierając raz po raz presję na federację WBO, która twardo trzyma się swojego stanowiska i stawia Usyka na pozycji obowiązkowego pretendenta.
Usyk to nie jedyny “problem” stojący na drodze w organizacji wielkiego pojedynku. Tyson Fury ma jeszcze niewyjaśnioną sytuację z Deontay’em Wilderem, z którym miał zmierzyć się po raz trzeci w lipcu ubiegłego roku. Jak wiemy, do pojedynku nie doszło ze względu na niszczącą niczym czołg wszystkie plany, globalną sytuację epidemiologiczną. Do walki prawdopodobnie i tak nie doszło by w tym terminie ze względu na kontuzję barku, z którą zmagał się Wilder. W październiku ubiegłego roku, współpromujący Fury’ego, Bob Arum podał do publicznej wiadomości, że kontrakt na trzecią walkę jego zawodnika z Wilderem wygasł, w związku z czym obaj pięściarze mogą pójść swoją drogą i planować swoje kolejne pojedynki. Fury z marszu zapowiedział, że wróci do ringu 5 grudnia na gali w Wielkiej Brytanii, co od początku było dla mnie dziwne i zaskakujące, chociażby z tej racji, że Fury ma podpisany kontrakt z ESPN na walki w Stanach Zjednoczonych. Frank Warren, będący drugim współpromotorem “Gypsy Kinga” mówił już nawet w pewnym momencie, że jego walka będzie ogłoszona niebawem, na dziewięćdziesiąt procent! Od podpisania umowy dzieliły już tylko godziny! Agit Kabayel, będący jednym z potencjalnych faworytów w dobrowolnej obronie pasa dla Fury’ego, był już niemalże ochrzczony jego kolejnym rywalem, i co? Dziewięćdziesiąt procent Warrena okazało się warte tyle co nic. Wystarczyło, że Deontay Wilder po miesiącach milczenia i nieobecności w mediach, poinformował, że sprawę zgłasza do sądu, twierdząc, że umowa na trzecią walkę cały czas jest ważna. Po wystąpieniu Wildera, promotorzy Fury’ego zaczęli mówić zupełnie inaczej; m.in, że jego trzecia walka z “Bronze Bomberem” cały czas jest brana pod uwagę. Oczywiście – dziś ktoś może powiedzieć, że jestem mądry jak każdy, ale od samego początku, gdy tylko usłyszałem o pomyśle walki Fury’ego 5 grudnia, miałem spore przeczucie do samego końca, że do niej nie dojdzie, o czym z resztą mówiłem w rozmowach ze znajomymi.
Dziś zarówno promotorzy obu pięściarzy, jak i oni sami nakręcają temat, notorycznie powtarzając te same rzeczy, a jeśli coś mówią, to tylko po to, żeby mówić. Bo co na ten temat wiadomo? Nic nie wiadomo. Hearn mocno naciska na WBO oraz na Usyka, aby ten odpuścił raz jeszcze, a w zasadzie dwa razy (od początku mówiło się, że kontrakt Joshua vs Fury zostanie podpisany na dwie walki). Ja tak naprawdę nie dziwię się Ukraińcowi, i nie chodzi tutaj o sympatię do niego, czy też jej brak – jest mi obojętny. Próbuję po prostu postawić się w jego sytuacji i przeanalizować wszystkie “za i przeciw”. Skoro awansując do kategorii ciężkiej, dostał zapewnienie, że w swojej kolejnej walce zmierzy się o tytuł mistrza świata, to dlaczego teraz miałby odpuszczać cały kolejny rok, zważając na to, że zgodził się na pominięcie swojej osoby w walce o tytuł, już trzykrotnie wcześniej. Jeśli Usyk zdecydowałby się po raz kolejny odpuścić, a na przestrzeni swoich dwóch najbliższych walk powinęła by mu się noga, jego marzenia o mistrzostwie świata i wielkich pieniądzach znacznie by się oddaliły. Ze sportowego punktu widzenia, temat wydaje się być banalnie prosty: skoro na walkę Joshuy z Fury’m czekamy już tak długo, nie moglibyśmy zaczekać do drugiej połowy biężącego roku? Przecież Joshua twierdzi, że jest najlepszy na świecie, więc jakie zagrożenie może sprawiać dla niego Usyk? Chyba jednak może, skoro Brytyjczyk nie chce załatwić tej sprawy i z czystym spokojem przygotować się do walki z Fury’m w drugiej połowie roku. W moich oczach Eddie Hearn zdecydowanie obawia się Ukraińca, bo gdyby było inaczej, walka z Usykiem odbyła by się w pierwszej kolejności “dla świętego spokoju”. Tymczasem Hearn wypruwa sobie przysłowiowe żyły, aby za wszelką cenę jego “złoty cielec” nie spotkał się z Usykiem.
Wróćmy do sytuacji Fury vs Wilder III. Podczas, gdy Joshua wypełnia swój obowiązek w walce przeciwko Ukraińcowi, Tyson Fury i Deontay Wilder spotykają się mniej więcej w tym samym czasie po raz trzeci i zamykają temat, który zaczęli końcem 2018 roku. Fury – podobnie jak Joshua, twierdzi, że jest bez żadnych wątpliwości najlepszym pięściarzem na świecie oraz największym wojownikiem w historii tego sportu. Brytyjczyk powiedział raz nawet, że posiada więcej umiejętności w palcu u nogi, niż Wilder w całym swoim ciele. Także Panowie Fury, Joshua, oraz ich promotorzy – na co czekacie? Skoro pozwoliliście czekać kibicom tak długo, nie obrazimy się z pewnością, aby poczekać kolejne pół roku. Pół roku – to okres czasu, w którym śmiało jesteście w stanie załatwić swoje sprawy tak jak należy, a jeśli chcecie to zrobić inaczej – czekamy! Czekamy jednak na konkretne informacje, a nie puste obietnice i powtarzane na okrągło te same słowa, które tak naprawdę opierają się na tym samym – “wiadomo, że nic nie wiadomo”.
Właśnie przed chwilą, w myślach powiedziałem sam do siebie: “Michał, mówisz teraz o rywalizacji sportowej, wiedząc o jakie pieniądze tutaj chodzi, obudź się”. Owszem, ciężko kierować się duchem sportu, gdy w całym serialu pod tytułem “Joshua vs Fury” jest tyle niewyjaśnionych i niewiadomych sytuacji, między innymi te powyżej wymienione. Kilka dni temu przeczytałem, że Singapur włączył się do walki o zorganizowanie gali z udziałem dwóch królów wagi ciężkiej. Zastanawiałem się czy opublikować tę informację na łamach BoxingZone.org, ale stwierdziłem po kilku sekundach, że nie ma to żadnego sensu. Nie wiadomo na jakim etapie są rozmowy mające na celu finalizację tego wydarzenia, a ja będę zasypywał czytelników informacjami wyssanymi z palca? Jest przecież tyle ciekawych i konkretnych informacji, o których warto poinformować kibiców. Media piszą o potencjalnej lokalizacji wydarzenia, Bob Arum informuje, że do dwóch tygodni walka Fury vs Joshua na dziewięćdziesiąt pięć procent zostanie ogłoszona, a tymczasem załóżmy, że dostajemy komunikat prosto ze Stanów Zjednoczonych, iż Fury musi przygotowywać się na trzecią walkę z Wilderem. Co wtedy? No właśnie. W tym momencie jest zbyt wiele niewiadomych na temat walki, o której mówi się juz do znudzenia, i tak naprawdę, ta walka odbywa się poza ringiem, wśród białych kołnierzyków, oraz innych niewyjaśnionych okoliczności. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że dopóki pojedynek nie zostanie oficjalnie ogłoszony, nie uwierzę w żadne słowo promotorów. Choć tak naprawdę nie uwierzę, dopóki obu zawodników nie zobaczę w ringu.
Michal Adamczyk
źródło: inf.własna