Federacja World Boxing Council (WBC), ustaliła ponoć, iż do finalizacji walki pomiędzy Tysonem Fury’m (31-0-1), a Dillianem Whyte’m (28-2-0) ma dojść najpoźniej 11 stycznia zbliżającego się roku, czyli już za blisko półtora tygodnia – tak przynajmniej wynika z informacji przekazanych przez Jake’a Donovana. Podział finansowy z przetargu (jesli obie strony nie znajdą porozumienia) ma wynosić 80 do 20 na korzyść Fury’ego, z czego z pewnością nie będzie zadowolony Whyte, który we wcześniejszych negocjacjach z obozem “Gypsy Kinga” zarządał olbrzymiej kwoty, wynoszącej dziesięć milionów dolarów.
Informacja nie została póki co oficjalnie potwierdzona, ale jeśli federacja faktycznie zdecyduje się na taki krok, można się spodziewać, iż Whyte, jako tymczasowy mistrz, wycofa się z pojedynku z Fury’m. Jamajczyk z angielskim paszportem wielokrotnie wspominał, że walka z “Gypsy Kingiem” będzie dla niego przysłowiową “bułką z masłem”, więc jeśli faktycznie wierzy w to, że może wygrać ten pojedynek, prawdopodobnie się na to zdecyduje. Kilka dni temu, współpromujący Fury’ego, Bob Arum, poinformował, że bardzo możliwe, iż w swojej kolejnej walce Fury niekoniecznie będzie bronił mistrzowskiego pasa, wymieniając takich rywali dla swojego podopiecznego, jak Andy Ruiz Jr (34-2-0) czy Robert Helenius (31-3-0).
Oznaczałoby to zatem, że Fury zwakowałby swój mistrzowski pas, na czym niekoniecznie wyszedłby źle. Anglik cieszy się bowiem bardzo dużą popularnością, już nie tylko na wyspach brytyjskich, ale również w Stanach, w związku z czym pas WBC nie byłby dla niego najważniejszy. Co więcej, 33-latek liczy na walkę ze zwycięzcą rewanżu Oleksandr Usyk (19-0-0) vs Anthony Joshua (24-2-0), gdzie w stawce znajdą się aż trzy mistrzowskie pasy (WBO, WBA oraz IBF), oraz co najistotniejsze – wielkie pieniądze.