Zhilei Zhang (26-1-1) przebojem wdarł się do ścisłej czołówki kategorii ciężkiej (heavyweight) pokonując w tym roku dwukrotnie przed czasem Joe Joyce’a (15-2-0) na angielskiej ziemi. Chiński olbrzym znajduje się tym samym w posiadaniu tymczasowego pasa WBO, wobec czego jest bardzo blisko walki o pełnoprawny tytuł mistrza świata, co nie oznacza, że w najbliższej przyszłości dostanie swoją szansę.
Po dwóch wygranych walkach z Joyce’m, Zhang wyraził zainteresowanie pojedynkiem z mistrzem świata federacji WBC, Tysonem Fury’m (34-0-1) – bez wzajemności. “Gypsy King” wybrał bowiem wielomilionową ofertę walki w Arabii Saudyjskiej z debiutującym na zawodowym ringu, byłym mistrzem UFC, Francisem Ngannou (0-1-0). Fury co prawda wygrał z Kameruńczykiem na punkty, jednakże jego dyspozycja była daleka od chociażby przyzwoitej. W lutym przyszłego roku ma z kolei dojść do walki o niekwestionowane mistrzostwo świata pomiędzy Fury’m, a Oleksandrem Usykiem (21-0-0), a następnie można spodziewać się rewanżu pomiędzy dwoma zawodnikami, wobec czego Zhang nie znajduje się w komfortowej sytuacji.
– Myślę, że to proste, Fury nie trenował przed walką z Ngannou. Szczerze mówiąc, nie jest to wersja, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Widzę, że jego nastawienie nie jest obecnie skupione na boksie. Zajmuje się sprawami komercyjnymi, marketingiem i różnymi rzeczami, ale nie boksem. W tym biznesie naprawdę nie można siebie oszukać. Nie oszukasz treningów. Po walce z Ngannou na konferencji prasowej i w wywiadach powiedział, że miał dobry obóz przygotowawczy do tej walki. W takim przypadku będzie miał bardzo duży problem z przystąpieniem do walki z Usykiem. – powiedział Zhang w rozmowie z metro.co.uk.
Photo: Francois Nel/Getty Images
Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: frontoffice@boxingzone.org