Po tym jak Deontay Wilder (42-1-1) stracił blisko rok temu tytuł mistrza świata federacji WBC, kategorii ciężkiej (heavyweight) na rzecz Tysona Fury’ego (30-0-1). Po porażce, gdzie “Bronze Bomber” był krótko mówiąc bezradny, a w wyniku frustracji, ilość zarzutów wobec własnego zespołu a także do całego świata osiągnęła wydawać by się mogło największe szczyty. Jako pierwszy powód swojej przegranej, Wilder podał, że stało się tak ze względu na zbyt ciężki strój, w którym wychodził do ringu. Co ciekawe kilka lat temu, pięściarz z Alabamy mówił publicznie, że trenuje na co dzień z obciążeniem, aby lepiej poruszać się w ringu.

Najmocniej oberwało się jednak byłemu już współtrenerowi Wildera, Markowi Brelandowi, który zdecydował się rzucić ręcznik w siódmej rundzie, poddając tym samym bezradnego w tej walce Wildera. Po walce, “Bronze Bomber” powiedział, że zwalnia Brelanda, ale następnie “przywrócił” go do swojego zespołu, tylko po to, aby kilka miesięcy później, znów go zwolnić i postawić kilka bezpodstawnych zarzutów. Wilder stwierdził, że Breland działał na jego niekorzyść, będąc…podwójnym agentem, oraz, że ten dolał mu do wody czegoś co powodowało osłabienie organizmu Wildera. Oprócz tego, ze strony Amerykanina wypłynęły słowa pod adresem Fury’ego, gdzie Wilder zarzucił mu, że włożył on coś ciężkiego do swoich rękawic, i dlatego dysponował taką siłą. Do tych wszystkich zarzutów ustosunkował się współpromujący Fury’ego, Bob Arum.

  • Deontay Wilder wziął przykład z naszego byłego prezydentam Donalda Trumpa, który mówi, że można powiedzieć każde kłamstwo, lub jakąkolwiek niedorzeczną rzecz, i być może niektórzy w to uwierzą. W przypadku Trumpa uwierzyli i zaatakowali stolicę. Wilder znów mówi całkowicie nieodpowiedzialne rzeczy. Czy chodzi tutaj o Tysona Fury’ego, Marka Brelanda – świetnego faceta – to co mówi WIlder nie ma sensu. No, ale tak: skoro były prezydent służył przez cztery lata i nie miało to sensu, to Wilder jest po prostu kolejnym Trumpianinem. – powiedział Arum podczas rozmowy z Talk Sport.