David Benavidez (24-0-0) za kilkadziesiąt godzin ponownie wejdzie do ringu, a jego przeciwnikiem na gali w Phoenix (Arizona, Stany Zjednoczone) będzie Kyrone Davis (16-2-1). Amerykanin, który zarówno w 2017, jak i 2019 roku sięgał po tytuły mistrza świata dywizji super średniej (super middleweight), liczy na to, że już wkrótce ponownie stoczy walkę o pas, a jego rywalem może być rozchwytywany przez wielu pięściarzy Saul “Canelo” Alvarez (57-1-2). Dziś każdy chce walczyć z Canelo głównie ze względu na jego rozpoznawalność nie tylko w świecie bokserskim, ale także poza nim.

To właśnie ten aspekt generuje potężne dochody finansowe, przez które wielu pięściarzy mocno zabiega o walkę z Meksykaninem. Jednym z tych zawodników, którzy mogą liczyć na ten przywilej jest właśnie Benavidez, który jest jedynym pięściarzem ze światowej czołówki wagi super średniej, którego Canelo nie ma jeszcze na swoim rozkładzie.

Nie myślę teraz o Canelo. Jestem skupiony na Kyrone Davisie. Szczerze to czuję, że dostanę tę walkę, no bo kogo Canelo opuścił oprócz mnie w kategorii super średniej? Czuję, że jestem jedynym godnym kandydatem, który mu pozostał. Czuję, że jestem jedynym człowiekiem z doświadczeniem w tej dywizji, która może dostać walkę przeciwko niemu. Czuję się więc tak jakbym był z przodu i w centrum tego wszystkiego. Czuję, że to może być dla mnie duża szansa. Czuję, że wiele wielkich walk dopiero nadchodzi, a ta walka z Canelo to potencjalnie wielki pojedynek, który kibice chcieliby zobaczyć. Będę na to gotowy, gdy nadarzy się okazja. Czuję, że mam duży mocy, tyle co Canelo. – powiedział Benavidez podczas czwartkowej konferencji prasowej.

Niespełna 25-letni pięściarz z Arizony jest jednym z najczęściej wymienianych nazwisk jako kolejny rywal Alvareza, a taka kandydatura jest jak najbardziej uzasadniona w kontekście stwierdzenia, że Canelo totalnie wyeliminował konkurencję w dywizji do 168 funtów. Jeśli Meksykanin zdecyduje się na przejście do kategorii półciężkiej, lub na walkę z Genadiy’m Golovkinem (41-1-1) czy Jermallem Charlo (32-0-0), w oczach kibiców z pewnością pozostanie fakt, iż nie walczył on z Benavidezem, który co prawda nie znajduje się obecnie w posiadaniu żadnego tytułu, ale już w przeszłości udowodnił, że należy do najściślejszej światowej czołówki. Przypomnijmy, że Canelo na przestrzeni ostatnich jedenastu miesięcy pokonał trzech mistrzów świata, ale w tych trzech walkach wywalczył cztery mistrzowskie pasy, dwa przeciwko Callumowi Smithowi (28-1-0), odbierając mu pas WBA, podczas gdy w stawce znalazł się także wakujący tytuł WBC, który wcześniej należał do Benavideza. Amerykanin stracił bowiem tytuł w sierpniu ubiegłego roku, gdy nie zmieścił się w limicie wagowym przed walką z Roamerem Alexisem Angulo (27-2-0).