Mistrz świata federacji WBA, kategorii półciężkiej (light heavyweight), Dmitry Bivol (17-0-0) chciały zmierzyć się w swojej kolejnej walce z byłym mistrzem świata kategorii super średniej (super middleweight), Gilberto Ramirezem (41-0-0). Przypomnijmy, że Bivol w bieżącym roku nie stoczył żadnej walki, a w swoim ostatnim pojedynku, w październiku 2019 roku na gali w Chicago, zdecydowanie wygrał jednogłośną decyzją sędziów z Leninem Castillo (20-3-1), broniąc tym samym po raz piąty tytułu mistrza świata.

  • Planujemy przeprowadzić dyskusję na temat tego, co zamierzy robić w przyszłym roku. Będą to dyskusje dotyczące tej walki z Ramirezem. Naprawdę mam nadzieję, że sytuacja z kwarantanną ustabilizuje się do przyszłego roku, gdyż wiele planów będzie realizowanych w tym nadchodzącym roku. – powiedział w rozmowie z Igorem Lazorinem, menadżer Bivola, Vadim Kornilov.

Ramirez jest byłym mistrzem świata kategorii super średniej, a po swoim zwycięstwie z Jessie’m Hartem (26-3-0) niewlele ponad dwa lata temu, gdy obronił tytuł mistrza świata federacji WBO po raz piąty w zawodowej karierze, zdecydował się podnieść sobie poprzeczkę i awansował do kategorii półćiężkiej. Ramirez zaczął z wysokiego “C”, wygrywając w swoim debiucie dywizję wyżej przed czasem z Tommy’m Karpency’m (29-7-1). Narożnik Amerykanina poddał go już w czwartej rundzie. Ramirez swoją ostatnią walkę stoczył niewiele ponad tydzień temu, gdy na gali w Galveston (Teksas), znokautował Alfonso Lopeza (32-4-0) w dziesiątej z dwunastu rund.