Spore zamieszanie w świecie boksu wywołała informacja o tym, że mistrz świata WBC kategorii ciężkiej (heavyweight) Tyson Fury (30-0-1) został prawnie wezwany do trzeciego pojedynku z Deontay’em Wilderem (42-1-), w ramach zapisu w ich kontrakcie. Eddie Hearn ogłaszał jeszcze kilkadziesiąt godzin temu, że Fury w swojej kolejnej walce zmierzy się z Anthony’m Joshua (24-1-0) o wszystkie pasy królewskiej dywizji 14 sierpnia na gali w Arabii Saudyjskiej. Po tym jak promotorzy obu pięściarzy, czyli wspomniany wcześniej Hearn i zajmujący się interesami Fury’ego, Bob Arum zabrali głos w sprawie zaistniałej sytuacji, do okoliczności odniósł się sam “Gypsy King”, który jeszcze kilka miesięcy temu zarzekał się, że nigdy nie da trzeciej walki Wilderowi. Teraz Brytyjczyk wypowiada się już w nieco innym tonie.

Jakim pośmiewiskiem stał się Deontay Wilder. Zażądano dwudziestu milionów za odsunięcie się od umowy. Wygląda na to, że będę musiał rozbić mu czaszkę po raz kolejny. – przekazuje Fury za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Kilkanaście godzin temu w całej sprawie wypowiedział się były pięściarz, a obecnie trener Deontay’a Wildera, Malik Scott, który poinformował, że jego podopieczny jest “żądny krwi” i zemsty, a w tym przypadku pieniądze z odroczenia go nie interesują. W związku z zaistniałą sytuacją, kategoria ciężka została wywrócona do góry nogami, gdyż większość kibiców spodziewała się, że nareszcie dojdzie do pojedynku o cztery mistrzowskie pasy pomiędzy Anthony’m Joshua, a Tysonem Fury’m. Wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie tak się nie stanie, choć nie pozostaje nam nic innego jak czekać na rozwój wydarzeń.