W sobotnią noc na gali w Tulsie (Oklahoma, Stany Zjednoczone). gdzie mieliśmy przyjemność relacjonować dla Państwa całe wydarzenie prosto ze źródła, Joshua Franco (18-1-2) pokonał jednogłośną decyzją sędziów Andrew Moloney’a (21-2-0) po niezwykle zaciętej i wyrównanej walce, broniąc wywalczonego w czerwcu ubiegłego roku tytułu mistrza świata WBA “Regular”, kategorii super muszej (super flyweight).

Warto szybko przypomnieć, że historia pojedynków obu pięściarzy jest niezwykle ciekawa. W czerwcu ubiegłego roku Franco spotkał się z Moloney’em broniącym wówczas tytułu, i pokonał go jednogłośną decyzją sędziów, po czym w listopadzie tego samego roku doszło do rewanżu, gdzie Australijczyk przez dwie rundy niezwykle mocno naciskał na Franco, powodując kontuzję jego oka, w efekcie czego pięściarz z Texasu nie był zdolny do dalszej rywalizacji.

Sędzia ringowy Russell Mora uznał walkę za nieodbytą, gdyż w jego opinii do kontuzji Franco doszło w wyniku zderzenia głowami, czego nie zarejestrowała żadna powtórka. Moloney wrócił do Australii z niczym, a promujący go Bob Arum poinformował, że dojdzie do trzeciej walki, która ostatecznie miała miejsce w ubiegłą sobotę.

Myślał, że będę wywierał cały czas na nim presję. Musiałem wykorzystać moje umiejętności pięściarskie i bardzo dobrze bawiłem się w tej walce swoim rytmem, uderzeniami, pracą nóg, Czuję się w tym dobrze i to właśnie wykonałem. Powiedzieliśmy sobie, że cała otoczka i mówienie jest częścią tej gry, częścią budowania walki. On znów zostanie mistrzem świata, jest mocnym pięściarzem. Szacunek dla niego. Życzę mu wszystkiego co najlepsze w jego dalszej karierze. – powiedział zaraz po walce Franco.