Piątkowe zwycięstwo Damiana Knyby (18-1-0) nad byłym zunifikowanym mistrzem świata wagi ciężkiej (heavyweight) Andy’m Ruizem Jr. (35-3-1) odbiło się szerokim echem w bokserskim środowisku. Polak pokonał Ruiza jednogłośnie na punkty podczas piątkowej gali w Prudential Center w Newark (New Jersey, Stany Zjednoczone), posyłając byłego pogromcę Anthony’ego Joshuy (30-4-0) na deski w siódmej rundzie.
Choć werdykt był jednogłośny, sporo emocji wzbudziły karty punktowe. Tony Lundy punktował 117-110 dla Knyby, co jest jak najbardziej sprawiedliwym wynikiem natomiast Glenn Feldman i Kevin Morgan widzieli jego zwycięstwo zaledwie 114-113, co bezsprzecznie jest sknadalem, który odbija się szerokim echem. Oznacza to, że gdyby nie nokdaun z siódmej rundy, według dwóch sędziów pojedynek zakończyłby się remisem. Takie punktowanie wywołało bardzo ostrą reakcję części amerykańskich dziennikarzy. Jeden z najbardziej cenionych dziennikarzy bokserskich w Stanach, Dan Rafael, który sam punktował pojedynek 117-110 dla Polaka, nie pozostawił na dwóch kartach suchej nitki.
– Dwie fatalne karty punktowe w walce Ruiz–Knyba. Wygrana Knyby jednym punktem jest komiczna. Gdyby Knyba nie zaliczył nokdaunu, walka zakończyłaby się remisem. To jest skandal najwyższego rzędu. Co my tutaj w ogóle robimy? – napisał Rafael, a podobnie zareagował Chris Mannix z DAZN.
– Ludzie, oni naprawdę próbowali okraść Knybę – skomentował.
Jeszcze mocniej w sędziego Glenna Feldmana uderzył dziennikarz ESPN KnockOut Julius Julianis.
– Glenn Feldman, “najlepszy sędzia w historii według amerykańskich dziennikarzy”, po raz kolejny zaserwował, jak zawsze, kartę punktową 114-113 godną Galerii Wstydu – napisał Julianis.
Wiele uwagi po walce poświęcono jednak nie tylko kontrowersyjnym kartom, ale również samemu występowi Knyby. Polak przez większość pojedynku skutecznie wykorzystywał przewagę warunków fizycznych, pracował lewym prostym i nie pozwalał Ruizowi regularnie skracać dystansu. Były dwukrotny mistrz świata Shawn Porter zwrócił uwagę zarówno na to, co Knyba zrobił dobrze, jak i na elementy, które jego zdaniem Polak musi jeszcze poprawić, jeśli chce rywalizować z absolutną czołówką królewskiej kategorii.
– Szczerze mówiąc, Andy wyglądał tak, jak można było oczekiwać. Co mam przez to na myśli? Dwa lata poza ringiem, a przed tobą stoi wysoki zawodnik. Nie musiałeś wcześniej nikogo ścigać po ringu, nie musiałeś dokonywać żadnych zmian mentalnych czy fizycznych ani niczego podobnego. Oczekiwania wobec Andy’ego tej nocy były więc budowane przede wszystkim na podstawie tego, kim był w przeszłości. Był silniejszy od Knyby, ale po prostu nie był w stanie go dopaść. Powiedziałbym, że bardziej nie chciał zrobić tego, co było konieczne, niż nie był w stanie. Myślę, że tej nocy nie był gotowy zrobić tego, czego wymagało dopadnięcie Knyby. Knyba musi stać się silniejszy. Musi rozwinąć prawą rękę. W tym momencie, kiedy dopadł Andy’ego i ostatecznie posłał go na deski… przez całą walkę praktycznie nie używal prawej ręki a w końcu złapał Andy’ego na błędzie, ale przeciwko zawodnikom ze ścisłej elity wagi ciężkiej coś takiego się nie zdarza – ocenił Porter.
Co ciekawe, Porter jeszcze przed rozpoczęciem pojedynku typował zwycięstwo Knyby. Tak samo zrobił Terence Crawford. Timothy Bradley Jr. był natomiast jedynym z tej trójki, który stawiał na byłego mistrza świata. Bradley przed pierwszym gongiem postawił sprawę bardzo jasno, deprecjonując poniekad sukces Polaka.
– Jeżeli Andy nie jest w stanie pokonać tego gościa, nie ma sensu wracać. Po takim występie, szczerzeu mówiąc, Andy powinien zawiesić rękawice na kołku. Jeżeli nie jesteś w stanie pokonać takiego zawodnika, to co ty w ogóle robisz? – stwierdził, po czym po chwili Porter dodał:
– Muszę się zgodzić. Myślę, że Andy przyzwyczaił się do życia w luksusie i po prostu nie ma już w sobie tego, żeby odpowiednio zmobilizować się do takich walk – powiedział były mistrz świata.
Terence Crawford, który przed walką wskazywał Knybę jako zwycięzcę, po pojedynku docenił przede wszystkim konsekwencję Polaka. Zdaniem niepokonanego przez całą zawodową karierę Amerykanina Knyba trzymał się ustalonego planu i właściwie wykorzystywał swoje warunki fizyczne, utrzymując Ruiza na końcu swoich ciosów. Sam Ruiz po porażce również oddał Polakowi szacunek, choć zaznaczył, że nie zamierza kończyć kariery.
– Walczyliśmy ze świetnym zawodnikiem. Musiałem podjąć ryzyko, ale jeszcze nie skończyłem – powiedział Ruiz po walce.
Były mistrz świata sugerował również, że problemem było dla niego klinczowanie Knyby, które utrudniało mu rozwijanie kombinacji. Meksykanin zapowiedział, ze nadal będzie walczył i nie ukrywa, że chciałby otrzymać możliwość rewanżu.
Dla Knyby zwycięstwo nad Ruizem jest zdecydowanie największym sukcesem w zawodowej karierze. Szczególnie istotny jest również sposób, w jaki Polak odpowiedział na pierwszą porażkę. W styczniu został kontrowersyjnie zatrzymany w trzeciej rundzie w pojedynku z Agitem Kabayelem (27-0-0), a zaledwie osiem miesięcy później wrócił do Stanów i pokonał jednego z najbardziej rozpoznawalnych pięściarzy wagi ciężkiej ostatnich lat.
Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt:
boxingzone2020@gmail.com
Photo: Zachariah Delgado/Matchroom Boxing