Po tym jak w lutym Oscar Valdez (29-0-0) zdemolował Miguela Berchelta (37-2-0) odbierając mu tytuł mistrza świata kategorii super piórkowej (super featherweight), trenujący pod okiem Eddy’ego Reynoso z Sonory (Meksyk) powróci między liny dziesiątego września na gali w Tucson (Arizona, Stany Zjednoczone) w dobrowolnej obronie przeciwko Robsonowi Conceicao (16-0-0). Można mówić o sporym rozczarowaniu, gdyż Valdez był przymierzany do pojedynków z takmi rywalami jak Shakur Stevenson (16-0-0) czy mistrz świata WBO, Jamel Herring (23-2-0). Wszyscy z wyżej wymienionych pięściarzy startuje dla grupy promotorskiej Top Rank, więc tym bardziej powinno być to zrozumiałe.
Valdez, jego promotor Bob Arum, lub po prostu oni obaj nie chcą widocznie tak mocnych rywali w pierwszej bezpośredniej obronie mistrzowskiego pasa, jak wymienieni Stevenson czy Herring. Temat Conceicao pojawił się już kilka miesięcy temu na BoxingZone o czym informowaliśmy końcem kwietnia. Brazylijczyk jest jedynym dotychczas reprezentantem swojego kraju, który zdobył złoty medal na igrzyskach olimpijskich (Rio De Janeiro, 2016). W starciu z Valdezem nie byłby dziś faworytem, choć obaj zawodnicy spotkali się przed laty, w 2009 roku w finale mistrzostw latynoamerykańskich, gdzie wygrał Conceicao.
Dziś, po dwunastu latach, będąc już w boksie zawodowym ich walka będzie wyglądać zupełnie inaczej i nie ma wątpliwości co do tego, że Valdez jest w tym starciu faworytem. Broni on bowiem mistrzowskiego pasa, ma większe doświadczenie w profesjonalnym boksie, lepszych rywali na rozkładzie oraz niesamowicie rozegraną ostatnią walkę, gdzie nie dał kompletnych szans bezradnemu Bercheltowi, dla którego była to siódma obrona tytułu. Co ciekawe, Conceicao jeszcze niedawno był poza rankingiem WBC, a już kilka dni temu “wskoczył” na piętnaste miejsce, które automatycznie pozwala mu walczyć o mistrzostwo świata.