W minioną sobotę na gali w Cleveland (Ohio, Stany Zjednoczone) Montana Love (16-0-1) pokonał przed czasem faworyzowanego i zdecydowanie bardziej doświadczonego Ivana Baranchyka (20-3-0) na przestrzeni siedmiu rund, prowadząc do momentu przerwania na wszystkich trzech kartach sędziowskich. Dzięki temu zwycięstwu, Love zdecydowanie bardzo dużo zyskał, pokazując się kibicom na mocno promowanej gali.

To spełnienie moich marzeń. Trenuję codziennie myśląc i wizualizując ten moment. Chcę podziękować Ivanowi Baranchykowi za to, że dał mi tę szansę i pomógł mi dać fanom świetne widowisko. Pracowaliśmy nad tym przez cały obóz treningowy. Plan gry polegał na tym, aby przenieść go w taki punkt, gdzie będzie pudłował, Wiedzieliśmy, że w końcu się otworzy. – mówił zaraz po walce Love.

Amerykanin nie musiał szczególnie się starać, co nie znaczy, że nie musiał uważać. Love boksował bezpiecznie i pozwalał się zmęczyć Baranchykowi, który pudłował więcej niż można było się spodziewać. Były mistrz świata był w tym pojedynku jedynie cieniem tego zawodnika, który jeszcze w październiku ubiegłego roku stoczył morderczy pojedynek z Jose Zepedą (34-2-0), zakończony koniec końców porażką. Walka została uznana według wielu ekspertów za jeden z najlepszych pojedynków ubiegłego roku, a według niektórych za najlepszy.

Baranchyk od zawsze znany jest z niezwykle agresywnego i walecznego stylu, choć tym razem w starciu z Love nie przyniosło to pożądanego efektu. Amerykanin napędzony zwycięstwem nad Baranchykiem jest w swojej opinii gotowy na walki ze światowym topem kategorii super lekkiej (super lightweight), wymieniając nazwiska niekwestionowanego mistrza świata tej dywizji, Josha Taylora (18-0-0), czy startującego w bliskich kategoriach wagowych, Gervonty Davisa (25-0-0).