Porażka Mosesa Itaumy (14-1-0) z Filipem Hrgoviciem (21-1-0) w walce o wakujący tytuł mistrza świata wagi cięzkiej (heavyweight) wywołała sporo dyskusji nie tylko na temat przygotowania kondycyjnego 21-letniego Brytyjczyka, ale również sposobu, w jaki podczas walki poprowadził go narożnik z Benem Davisonem na czele.

Itauma przez pierwszą część pojedynku, właściwie do momentu słusznego przerwania, był zawodnikiem zdecydowanie lepszym. Trafiał częściej, był szybszy i już w drugiej rundzie posłał Hrgovicia na deski, po czym Chorwat momentslnie wstał. Problem polegał na tym, że praktycznie każdą kolejną rundę rozgrywał w bardzo wysokim tempie, wkładając ogromną energię w próby przełamania niezwykle odpornego Chorwata.

Już po kilku rundach można było zauważyć pierwsze oznaki zmęczenia. Mimo ogromnej przewagi punktowej Itauma nadal szukał nokautu, zamiast zwolnić, wykorzystać pracę nóg i lewy prosty oraz zmusić Hrgovicia do odrabiania strat. 21-latek nigdy wcześniej w zawodowej karierze nie walczył nawet powyżej sześciu rund, a tym razem od razu znalazł się w pojedynku zakontraktowanym na dwanaście. Właśnie sposób zarządzania walką przez narożnik wzbudził zdziwienie byłego mistrza świata Prince’a Naseema Hameda.

Moją pierwszą myślą było ogromne zdziwienie, że pozwolili mu po prostu dalej tak boksować i mówili, żeby nadal zadawał ciosy i nacierał, podczas gdy było wiadomo, że musi zacząć oszczędzać siły. Nie miał żadnej rezerwy. Ale być może to najlepsza rzecz, jaka mogła przydarzyć się Mosesowi, właśnie ze względu na zdobyte doświadczenie i świadomość tego, co następnym razem musi zrobić inaczej. Teraz wie, że nie może po prostu próbować każdego rywala zniszczyć siłą. Wiecie co? Jak bardzo się myliłem? Prawda jest taka, że to była dobra walka. On nie przegrał nawet jednej rundy, ale włożył wszystko w te pięć, sześć, siedem rund. – powiedział Hamed. 

Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: 

boxingzone2020@gmail.com