David Benavidez (25-0-0) znokautował w sobotnią noc na gali w Phoenix (Arizona, Stany Zjednoczone), Kyrone’a Davisa (16-3-1) w siódmej rundzie, nie dając swojemu rywalowi szans na przestrzeni całego pojedynku. Dla blisko 25-letniego pięściarza był to drugi występ w tym roku i ma on nadzieję, że jego następna walka stoczy się już o poważniejszą stawkę.
Benavidez przmierzany jest jako jeden z głównych kandydatów do walki z Saulem “Canelo” Alvarezem (57-1-2) i bardzo prawdopodobne, że do ich konfrontacji dojdzie w przyszłym roku. Po sobotniej walce, Benavidez “skorzystał z okazji”, aby po raz kolejny wbić szpilkę w mistrza świata WBC, kategorii średniej (middleweight), Jermalla Charlo (32-0-0). Obaj pięściarze od dłuższego czasu obrzucają się przysłowiowym błotem w mediach społecznościowych, jednakże nic z tego nie wynika.
– Wszyscy chcieliby zobaczyć moją walkę z Canelo, prawda? Ciągle stawiają przede mną tych zawodników, a wiecie, moja ostatnia walka była eliminatorem WBC. Dlatego chcę trzymać się pasa. Muszą dać mi szansę. Przejdę przez każdego kogo chcą, aby przeszedł. Czyżby “większy” Charlo też tego chciał? On nie chce wejść ze mną do ringu, bo jest zwyklą p*zdą. Właśnie dlatego. – powiedział zaraz po walce Benavidez.
Kilka miesięcy temu Charlo powiedział, że może iść dywizję wyżej, aby tam spotkać się z Benavidezem i “wyjaśnić sprawę po męsku”, choć następnie wycofał się z tych słów, oferując młodszemu o sześć lat pięściarzowi walkę w umownym limicie pomiędzy dywizją średnią, a super średnią. Wydaje się, że kwestią czasu jest, kiedy Charlo odpowie na słowa Benavideza, a my po raz kolejny będziemy świadkami kolejnej walki, tyle, że na słowa, a nie tej ringowej.