Podczas sobotniej gali w Hulu Theater Madison Square Garden w Nowym Jorku (New York, Stany Zjednoczone), Edgar Berlanga (20-0-0) pokonał po niezwykle wyrównanej walce Roamera Alexisa Angulo (27-3-0) jednogłośną decyzją sędziów i obronił pas WBO NABO kategorii super średniej (super middleweight). Amerykański pięściarz pozostawił po sobie jednak bardzo złe wrażenie, a mowa tutaj o czynie, którego dopuścił się w siódmej rundzie, gdy w momencie klinczu ewidentnie próbował ugryźć Angulo. Co więcej, zaraz po ostatnim gongu Berlanga był cały czas bardzo agresywnie nastawiony do kolumbijskiego pięściarza, który napsuł mu sporo krwi podczas dziesięciorundowej rywalizacji, która była bardzo bliska.

Uderzał mnie łokciami! Musiałem zrobić z nim to to robił Mike Tyson. Nie chciałem rozcięcia!- mówił zaraz po walce Berlanga.

Amerykański pięściarz nawiązał do sytuacji sprzed blisko dwudziestu pięciu lat, gdy Mike Tyson (50-6-0) dosłownie odgryzł kawałek ucha Evanderowi Holyfieldowi (44-10-2) w walce o tytuł mistrza świata federacji WBA, kategorii ciężkiej (heavyweight). Tyson został wówczas momentalnie zdyskwalifikowany, tracąc mistrzowski pas, zaś w sobotnią noc Berlanga po podobnej próbie nie został nawet upominany przez sędziego ringowego Ricky’ego Gonzaleza.

– Chciałbym przeprosić za to co zrobiłem i za to co powiedziałem wczoraj o ugryzieniu przez Tysona. Byłem wtedy pod wpływem emocji i pospieszyłem się z tym co powiedziałem. To nie zmienia mojej sprawy i problemów, które stworzyłem sobie, swojemu zespołowi, mojej grupie promotorskie Top Rank i wielu innym. – napisał na Twitterze Edgar Berlanga.

25-letni pięściarz portorykańskiego pochodzenia w swoich pierwszych szesnastu zawodowych walkach, za każdym razem triumfował w pierwszych rundach nokautując swoich rywali, co wzbudziło bardzo duże zainteresowanie ze strony zarówno fanów, jak i ludzi ze świata boksu. W kolejnych czterech walkach, licząc tę sobotnią, Berlanga nie jest już tak skuteczny jak wcześniej i mimo, że nikt z pewnością nie wymaga od niego notorycznego nokautowania swoich rywali, nie sposób zauważyć, iż widać u niego ogromne nerwy, oraz presję wywołaną ze strony zarówno kibiców, jak i promotora Boba Aruma, który już po raz drugi z rzędu stawia Amerykanina w walce wieczoru, mimo wcześniejszych słabszych występów z przeciętnymi rywalami.

Autor: Michal Adamczyk