Tyson Fury (35-2-1) powrócił na ring w bardzo dobrym stylu podczas sobotniej gali w Londynie (Anglia), dominując Arslanbeka Makhmudova (21-3-0) na pełnym dystansie dwunastu rund. Jednogłośna decyzja sędziów 120-108, 120-108 i 119-109 nie pozostawiła żadnych wątpliwości: Anglik kontrolował walkę od momentu, gdy wyczuł dystans i zaczął narzucać swoje tempo lewym prostym oraz pracą nóg.
Od pierwszych minut było widać, że Makhmudov spróbuje zamknąć Fury’ego pressingiem, ale z każdą kolejną rundą przewaga doświadczenia i timingu byłego mistrza świata krlewskiej dywizji stawała się coraz bardziej widoczna. Fury nie musiał forsować tempa ani szukać nokautu, gdyż wystarczyła mu kontrola przestrzeni, podbródkowe bite z półdystansu i konsekwentne rozbijanie Rosjanina w tułów. To był występ bardziej oparty na rzemiośle niż fajerwerkach, ale właśnie taki powrót po dłuższej przerwie miał największy sens.
Kluczowe wydarzenia rozegrały się jednak już po ostatnim gongu. Fury natychmiast skierował uwagę na Anthony’ego Joshuę (29-4-0, sugerując, że ze swojej strony od dawna ma już podpisane dokumenty i to obóz AJ’a pozostaje hamulcowym największej możliwej walki w brytyjskim boksie. Według ” Gypsy Kinga”, spotkanie z Joshuą obecnym podczas sobotniej gali, po walce miał być idealnym momentem na oficjalny face-off, ale Joshua nie dał jednoznacznej odpowiedzi.
To właśnie ten wątek nadaje zwycięstwu nad Makhmudovem dużo większe znaczenie niż sam sportowy wynik. Owszem, Fury pokazał, że po przerwie nadal pozostaje pięściarzem z absolutnej światowej czołówki pod względem kontroli dystansu, refleksu i ring IQ, ale równie ważne było wysłanie sygnału biznesowego: wrócił przede wszystkim po “najwieksza walkę w brytyjskim boksie”. Sam zresztą jasno zaznaczył, że na ten moment nie interesują go inne nazwiska z kategorii ciężkiej (heavyweight).
W kontekście poprzednich występów obu stron ten obraz jest jeszcze ciekawszy. Fury wracał po dłuższej nieaktywności i naturalne było pytanie, ile zostało w nim dawnej płynności. Makhmudov z kolei pozostawał zawodnikiem groźnym fizycznie, ale już wcześniej miał problemy z rywalami potrafiącymi neutralizować jego presję pracą nóg. Sobotni pojedynek potwierdził, że na tym poziomie sama siła fizyczna to za mało.
Autor: Michał Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: boxingzone2020@gmail.com