Podczas gali w Tokio (Japonia) Tenshin Nasukawa (8-1-0) odnotował najważniejsze zwycięstwo w swojej dotychczasowej zawodowej karierze, zmuszając narożnik Juana Francisco Estrady (45-5-0) do przerwania pojedynku po dziewiątej rundzie. Stawką pokedynku był status obowiązkowego pretendenta WBC w kategorii koguciej (bantamweight), a sam przebieg starcia potwierdził, że Japończyk po porażce z Takumą Inoue (21-2-0) wrócił w bardzo mocnym stylu.  

Od pierwszego gongu Nasukawa narzucił tempo, z którym doświadczony Meksykanin miał coraz większy problem. Już w otwierającej odsłonie lewy sierpowy posłał Estradę na liny i choć sędzia Mike Griffin nie liczył knockdownu, był to wyraźny sygnał, że szybkość i timing gospodarza mogą odegrać kluczową rolę. W drugiej i trzeciej rundzie były kickboxerski czempion konsekwentnie kontrował, punktując czystszymi uderzeniami z kontry.  

Czwarta i piąta odsłona przyniosły pojedyncze momenty lepszej pracy Estrady, szczególnie gdy udało mu się wejść w półdystans i odpowiedzieć na korpus oraz podbródek. Były to jednak raczej krótkie zrywy niż realna zmiana obrazu walki. Nasukawa lepiej operował nogami, częściej zmuszał rywala do resetu pozycji i utrzymywał przewagę aktywności.

Kluczowy okazał się środkowy fragment pojedynku. W szóstej rundzie starcie na moment zakłóciło zderzenie głowami, ale po wznowieniu Japończyk natychmiast wrócił do kontroli, dokładając mocne uderzenia na tułów. W siódmej i ósmej rundzie coraz częściej spychał Estradę na liny, a przewaga szybkości oraz świeżości stawała się coraz bardziej widoczna.  

Decydująca była runda dziewiąta. Nasukawa kilkukrotnie mocno trafił na dół, całkowicie przejmując inicjatywę i wyraźnie łamiąc tempo Meksykanina. Po przerwie narożnik Estrady podjął decyzję o zakończeniu walki, nie wypuszczając swojego zawodnika do kolejnej odsłony. 

W kontekście poprzednich występów obu pięściarzy ten rezultat ma duże znaczenie. Nasukawa przystępował do eliminatora po pierwszej zawodowej porażce z Takumą Inoue, więc presja była spora. Tymczasem Estrada wracał po ubiegłorocznej wygranej nad Karimem Arce (21-3-2), licząc na wejście do gry o trzeci tytuł mistrza świata w nowej kategorii wagowej. Ostatecznie doświadczenie Meksykanina nie wystarczyło, by zatrzymać młodszego i szybszego rywala.

Autor: Michał Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: boxingzone2020@gmail.com