W sobotnią noc na gali w San Antonio (Texas, Stany Zjednoczone), Mark Magsayo (24-1-0) zmierzył się w walce wieczoru z Rey’em Vargasem (36-0-0) w swojej pierwszej obronie tytułu mistrza świata federacji WBC, kategorii piórkowej (featherweight) i poniósł swoją pierwszą porażkę na zawodowych ringach. Vargas, mimo tego, że był liczony w dziewiątej rundzie, wygrał niejednogłośną decyzją sędziów, zasłużenie zdobywając tytuł mistrza świata.
Meksykanin jest wobec tego czempionem dwóch kategorii wagowych – wcześniej przez kilka lat znajdował się w posiadaniu mistrzostwa świata WBC w limicie kategorii super koguciej (super bantamweight). Magsayo, trenujący pod okiem Freddie’go Roacha był bardzo pewny siebie przed sobotnią walką przeciwko Vargasowi, jednakże koniec końców musiał on uznać wyższość swojego przeciwnika.
– To należy dziś do niego – bez względu na wszystko. Wrócę silniejszy i jestem rozczarowany, ale dałem z siebie wszystko. Powaliłem go na deski prostym ciosem, a on wykonał swoją pracę biegając po ringu. Zastosowałem presję i robiłem to, co ćwiczyliśmy na sali, ale był wyższy i jest dzisiaj zwycięzcą. Odpocznę i będę obserwował to co się dzieje. Wrócę do treningów, aby znów wyjść do ringu i naprawię moje błędy. Dziękuję wszystkim moim fanom na Filipinach. Zrobiłem wszystko co mogłem, ale wrócę silniejszy. – powiedział po walce Magsayo.
Autor: Michal Adamczyk