Te słowa w nagłówku już można napisać. W czerwcu ubiegłego roku, po zwycięstwie naszego rodaka z Jeanem Pascalem, jeszcze nie można było napisać. Natomiast już teraz, dokładniej od 14 września br., jak najbardziej tak. Otóż federacja World Boxing Council (WBC), jedna z czterech najważniejszych organizacji w boksie zawodowym, wydała komunikat w którym oficjalnie ogłosiła że Cieślak został podniesiony do statusu pełnoprawnego mistrza świata federacji WBC w wadze junior ciężkiej.

Decyzja ta zapadła po stoczeniu przez Noela Mikaeliana w miniony weekend walkę z Jai’em Opetaią. To pojedynek który federacja WBC właśnie nie sankcjonowała. Możliwe że wielu się tej decyzji spodziewało, ale też było licznych którzy już nie wiedzieli co myśleć. A to dlatego, że sprawa z pasem WBC w kategorii “cruiserweight” ciągnęła się bardzo długo w zasadzie od ogłoszenia walki Opetaia-Mikaelian. Ten ostatni miał jasny scenariusz mu przedstawiony: Toczysz walkę z o Opetaią o inne tytuły i tracisz przy tym swój pełnoprawny pas WBC. Jak wiemy Mikaelian ostatecznie w sobotę poległ przed czasem.

W poniedziałek po komunikacie WBC mieliśmy kolejny przykład pięściarza, w tym przypadku Polaka, który bez walki zostaje pełnoprawnym mistrzem świata. Inne przykłady to między innymi słynny Ken Norton czy niedawno Daniel Dubois. Sęk w tym, że Cieślak aż tak długo pełnoprawnym pasem WBC nie będzie się mógł cieszyć, nie dlatego że czeka go porażka bo temu tego oczywiście nie wiemy i chcemy żeby przede wszystkim zakończyło się odwrotnie. Ale dlatego że właśnie za niedługo będzie musiał przystąpić do bardzo wymagających przygotowań do walki z samym Davidem Benavidezem.

To będzie po prostu najtrudniejsza przyprawa ringowa w karierze Michała Cieślaka. W stawce tej walki będzie już niejeden tytuł mistrzowski, no Benavidez ma trochę laurów. Czekamy na oficjalne ogłoszenie unikacyjnej walki Benavidez-Cieślak która ma odbyć się w Arizonie (USA) 12 grudnia br. Wiktoria w tym boju dla Michała byłaby największą wygraną w historii polskiego boksu zawodowego. Na to liczymy. W międzyczasie chcemy pogratulować Michałowi bo przez niesamowicie ciężką pracą doszedł ostatecznie do celu i dobił się do tego o którym większość bokserów tylko marzy i nigdy nie dostępuje: samego tytułu mistrzowskiego. To że bez oficjalnej walki nie jest tu godne uwagi; godne uwagi jest to, że tyle pojedynków Michał wygrał żeby w ogóle znaleźć się w miejscu w którym się znalazł, czyli z prawdziwym pasem WBC w kategorii “cruiser.” Gratulujemy.