MGM Grand w Las Vegas, Madison Square Garden (MSG) w Nowym Jorku, Boardwalk Hall w Atlantic City. Te miejsca uchodzą za najsłynniejsze obiekty w historii boksu. Na uwagę również zasługuje Mandalay Bay gdyż to jeden z najbardziej rozpoznawalnych obiektów w boksie ostatnich 25 lat.
Dla jakiegokolwiek pięściarza wielka walka w Las Vegas znajduje się w czołówce bokserkich marzeń. Te światła, ten urok, te miliony dolarów. To reprezentuje szczyt kariery każdego liczącego się pięściarza wkraczającego na ring w Vegas. Oczywiście walczyć w main evencie czyli walce wieczoru jest fajną sprawą bez względu na lokalizację, ale jeśli ma to miejsce w wyżej wymienionym “Mieście Grzechu” lub w “Wielkim Jabłku” wewnątrz MSG, to nie może być lepiej.
Tam gdzie walczy bokser i czy jest to walka wieczoru lub co-main event ma duże znaczenie, ponieważ trzeba zasłużyć w oczach promotorów i nie tylko. Tylko najwspanialsi zachodzą tak wysoko. Wynik to inna sprawa, bez względu na rozstrzygnięcie, dany zawodnik i jego kibice powinni być dumni z dokonania bo to pokazuje zawodnika umiejetności, wartość, rozpoznawalność itp.
Historia boksu jest bardzo bogata. Długa, oj długa. Wszystko należy brać pod uwagę, nawet miejsce walki, bo prawda taka, że nawet i to ma znaczenie. A to dlatego, że jak przychodzi nam ocenić boksera, tam gdzie walczył może również mieć wpływ na całokształt kariery.
Raz jeszcze – MGM Grand, MSG, i Boardwalk Hall. Dodam do tego co najmniej siedemnaście walk wieczoru (w różnych arenach, nie tylko w tych wymienionych tu). To dorobek najwybitniejszego polskiego ciężkiego w historii boksu – Andrzeja Gołoty; w pewnym czasie MSG niemal stała się jak jego drugim domem. Nikt inny z naszych rodaków nie walczył w walce wieczoru w tak słynnych obiektach. Dzisiaj w Polsce młode pokolenia być może nie są świadomi tych faktów, ale jedno jest pewne: historia sprawiedliwie oceni każdego elitarnego boksera, a patrząc na obecny stan i przyszłość szermierki na pięści nad Wisłą, wydaje się iż Gołoty ocena będzie wspaniała. W międzyczasie zostało nam tylko marzyć o tym żeby kolejni nasi rodacy poszli w ślady Andrew i zaczęli wchodzić do ringu w takich obiektach jak dzisiaj Canelo, Fury czy Wilder. I obawiam się, że poczekamy jeszcze bardzo długo…