Droga Dawida Bosaka do zawodowego ringu była pełna pasji, determinacji i wyrzeczeń. Zaczynał w Zielonej Górze, później w Warszawie, a w końcu swoje pięściarskie marzenia przeniósł do Chicago (Illinois, Stany Zjednoczone) gdzie na początku wygrał amatorski turniej WBC. Walczył i prowadził się bardzo ambitnie, notował kolejne zwycięstwa, a w debiucie zawodowym w 2019 roku efektownie znokautował swojego rywala, którym był David Mason, legitymujący się wówczas recordem 3-5-0. Właśnie dziś mija sześć lat od zawodowego debiutu Bosaka. 

W kolejnych pojedynkach także prezentował swój kunszt, podkreślając nieprzeciętny talent – raz zwyciężał błyskawicznymi nokautami, innym razem udowadniał, że potrafi boksować cierpliwie i konsekwentnie na pełnym dystansie, tak jak w swojej ostatniej już zawodwej walce przeciwko Jonathonowi Hamptonowi (3-5-0), wtedy z bilansem 1 do 1. Eksperci, oraz byli zawodnicy tacy jak Albert Sosnowski czy Krzysztof Kosedowski, widzieli w nim zawodnika z potencjałem, by sięgnąć po sukcesy na naprawdę dużą skalę.

Ale boks to nie tylko ring. To także otoczenie: trenerzy, sponsorzy, odpowiednie zaplecze i stabilne warunki do rozwoju. I właśnie tego zabrakło. Choć Bosak dawał z siebie wszystko, napotykał przeszkody, które trudno było pokonać samą wolą walki. Pandemia covid-19 wstrzymała część jego planów, a później brak stabilnego wsparcia sprawił, że kariera zaczęła się zatrzymywać w miejscu. Kolejne gale przepadały, brakowało promotorskiej siły i finansowego zabezpieczenia.

W końcu przyszła trudna decyzja. Dawid Bosak zakończył swoją przygodę z zawodowym boksem – nie dlatego, że zabrakło mu serca, siły czy umiejętności, lecz dlatego, że zabrakło warunków, by mógł się dalej rozwijać. To smutny finał historii, która miała potencjał, by potoczyć się inaczej. Pozostała jednak pamięć o tym, że w każdym z jego pojedynków było widać pasję i autentyczną miłość do boksu. Choć droga Bosaka zakończyła się przedwcześnie, pokazał, jak wielu młodych Polaków na emigracji marzy o wielkich rzeczach i jak trudno je realizować bez odpowiedniego wsparcia.

To historia nie tylko sportu, ale też realiów, które potrafią złamać nawet najbardziej ambitne plany. Dziś Bosak jest szczęśliwym mężem i ojcem. Boks zaprowadził go do Chicago, gdzie mieszka po dziś dzień i mimo, że szermierka na pięści nie jest już jego życiowym priorytetem, to właśnie dzięki niej wyjechał za ocean i rozpoczął nowe, szczęśliwe życie.

Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: frontoffice@boxingzone.org