Kibice oglądający sobotni pojedynek o mistrzostwo świata pomiędzy Emanuelem Navarrete (33-1-0), a Christopherem Diazem (26-3-0) z pewnością nie mogli czuć się rozczarowani. Cztery nokdauny, niemalże pełen dystans i świetny techniczny boks – to jest coś co bez wątpienia każdy fan najbardziej uwielbia w boksie. Navarrete w swojej pierwszej bezpośredniej obronie mistrzowskiego tytułu WBO, kategorii piórkowej (featherweight), nie dał szans Diazowi i wygrał przed czasem, choć dopiero w ostatniej, dwunastej rundzie.
– Daliśmy godny występ. Wiedziałem, że jest twardy i silny, oraz wiedziałem, że ma czym uderzyć, ale przekroczył moje oczekiwania. Sprawił, że musiałem wydobyć z siebie wszystko co najlepsze. Mam do niego dużo szacunku. – powiedział Navarrete o Diazie, po czym dodał: Byłem naprawdę pod wrażeniem jego dyspozycji, ponieważ za każdym razem, gdy go trafiałem, za każdy razem gdy go przewracałem on wstawał silniejszy. Ringowa bestia. Ciągle na mnie szedł i był coraz lepszy, mimo, że dostawał. Z biegiem czasu można było się spodziewać, że będzie coraz słabszy, a tak nie było. Ciężko mi to było zrozumieć. Mam ogromny szacunek do Diaza i tego, jak się zaprezentował. – mówił w sobotni wieczór Navarrete.
Diaz również bardzo pochlebnie wypowiada się o Meksykaninie, choć podkreśla, że przyjechał na Florydę po to, aby wygrać, choć z pewnością zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest faworytem.
– Jestem bardzo rozczarowany, bo chciałem wygrać. To była walka o tytuł, ale jeśli nie teraz to następnym razem. Navarrete jest sku******sko dobrym pięściarzem i mocno uderzał. Poszliśmy na wojnę, a ja dałem swoją najlepszą walkę i byłem w formie. Wszystko było tak jak należy. – powiedział po walce Diaz.
Pięściarz z Portoryko zaliczył deski już w czwartej rundzie pojedynku, ale wstał i dzielnie kontynuował walkę. Następnie w ósmej odsłonie, Navarrete świetną kombinacją położył po raz kolejny Diaza, oraz w tej samej rundzie upuścił go raz jeszcze. W dwunastej rundzie 26-latek zaliczył czwarty już nokdaun, po czym jego narożnik zdecydował się go poddać.
– Nie jestem słabym pięściarzem. Zawsze oddaję serce i przyjechałem tutaj, aby walczyć. Powiedziałem, że chcę boksować, ale ten gość jest problemowy. Przyjechaliśmy tutaj walczyć, a on mnie złapał. Mój trener kocha mnie jak syna i zdecydował się przerwać walkę. – powiedział Diaz.