W sobotnią noc na gali organizowanej przez Marvnation w Carson (California, Stany Zjednoczone), Regis Prograis (28-1-0) zdominował Jose Zepedę (26-2-0), i zdobył wakujący tytuł mistrza świata federacji WBC, kategorii super lekkiej (super lightweight). Prograis rozkręcał się z rundy na rundę, a od trzeciej odsłony, kibice zgromadzeni w Dignity Health Sports Park, oraz ci przed telewizorami, oglądali występ niemalże jednego aktora.

Już w początkowej fazie walki, Prograis rozciął łuk brwiowy Zepedy i cały czas kontrolował przebieg pojedynku, bazując głównie na kombinacjach, oraz potrójnym lewym, który niewątpliwie jest wizytówką pięściarza z Nowego Orleanu (Louisiana, Stany Zjednoczone). Prograis, w jedenastej rundzie trafił Zepedę prawym prostym, a następnie lewym sierpowym, czym znacznie go naruszył. Chwilę później, Prograis sprowadził Zepedę do lin, po czym trafiał go serią ciosów, aż do momentu przerwania, przez sędziego ringowego, Ray’a Coronę.

Prograis po raz pierwszy w karierze zdobył tytuł mistrza świata federacji WBC. W przeszłości, dokładnie w kwietniu 2019 roku, Amerykanin wywalczył czempionat organizacji WBA, po czym stracił swój pas już w pierwszej obronie, w walce z Joshem Taylorem (19-0-0), w walce unifikacyjnej o dwa tytuły (Taylor na szali postawił wówczas tytuł mistrza świata IBF). Decyzja Prograisa, choć godna podziwu, nie była może do końca przemyślania. Popularny “Rougarou” przyjechał na wyspy brytyjskie do swojego przeciwnika, przegrywając koniec końców na punkty. Według angielskich sędziów, Taylor wygrał wówczas decyzją większości, choć pojedynek był niezwykle wyrównany.

– Chcę dostać z powrotem to, co jest moje, ale co ważne – uważam, że w tym momencie jestem najlepszym pięściarzem na świecie w tej dywizji. Chcę walczyć z Taylorem po raz kolejny. Czuję, że jestem od niego lepszy, a co się wydarzy, to już zobaczymy. Moje zwycięstwo z Zepedą w ten sposób, to żadna niespodzianka. Żadna niespodzianka. Po prostu, ja czuję, że jestem najlepszym pięściarzem w tej kategorii wagowej. Od trzech lat cholernie ciężko pracowałem na to, żeby wrócić tutaj gdzie jestem. Jeśli pojawi się możliwość walki z Taylorem, na pewno ją wezmę. – mówił po walce Prograis.

33-latek chciałby zmierzyć się w rewanżu z Taylorem, choć w tym momencie, takie prawdopodobieństwo jest po prostu małe. Szkot na początku przyszłego roku, zmierzy się w obronie mistrzostwa świata WBO, z Jackiem Catterallem (26-1-0), a ich pojedynek niesie za sobą olbrzymie emocje. Przyponijmy, iż obaj pięściarze spotkali się ze sobą w lutym bieżącego roku na gali w Glasgow (Szkocja), gdzie niezwykle kontrowersyjną decyzją sędziów wygrał Taylor. Według wielu pięściarzy, oraz ekspertów, Catterall został wówczas po prostu okradziony ze zwycięstwa.

Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: frontoffice@boxingzone.org, Twitter: Mike94Steek