W sobotni wieczór na gali w Los Angeles, Caleb Plant (21-0-0) pewnie wygrał jednogłośną decyzją sędziów z Calebem Truaxem (31-5-2) i obronił po raz trzeci tytuł mistrza świata federacji IBF, kategorii super średniej (super middleweight). Plant kontrolował całą walkę w niemalże każdym momencie jej trwania, choć nie potrafił znokautować Truaxa, który nie jest zadowolony ze swojego występu.

  • Jestem nieco rozczarowany. Chciałem wywrzeć na nim presję i sprawić, aby to była dobra walka, ale on był nieuchwytny. Udało mu się wyjść tylnymi drzwiami. Nie byłem w stanie położyć na nim swojej rękawicy. Wiedziałem, że będzie szybki, ale był bardziej nieuchwytny, niż się spodziewałem. Chciałem, aby ta walka miała szybkie tempo i wywarłem na nim presję, ale on kontrolował to tempo i był nieuchwytny. – powiedział zaraz po walce Truax.

37-letni pięściarz zdecydowanie przegrał każdą rundę, choć nie dał się mocno trafiać swojemu niecałe dziesiąc lat młodszemu rywalowi. Truax nie zamierza jeszcze kończyć swojej przygody z boksem i twierdzi, że ma jeszcze predyspozycje ku temu, aby dawać dobre walki.

  • W ogóle nie zostałem przez niego zraniony. Czułem, że moja kondycja była bardzo dobra podczas całej walki. Po prostu mnie trafiał. Wrócę do domu, porozmawiam z rodziną i zobaczę jak będzie mój następny krok. Czuję, że nadal mam coś w tej grze do zaoferowania. – powiedział.

Mimo, że Plant dyktował warunki całej walki i miał wszystko pod całkowitą kontrolą, pokazuje tylko ile ma on rezerw, których mógłby użyć w walce z Saulem “Canelo” Alvarezem (54-1-2), a walka pomiędzy dwoma pięściarzami jest raczej kwestią czasu. Meksykanin wraca między liny 27 lipca w obowiązkowej obronie mistrzowskiego tytułu WBC, przeciwko Avni’emu Yildirimowi (21-2-0). Następnie w maju, Canelo ma zmierzyć się z Billy’m Joe Saunders’em (30-0-0), zaś później prawdopodobnie czeka go walka z Plantem.