Pierwotnie planowana na 30 maja br. walka między żywymi legendami – “Żelaznym Mike’em” Tysonem a Floydem Mayweatherem Juniorem – rzecz jasna nie odbędzie się w ten dzień. Za to chodzą głosy, że jesienią do tej walki dojdzie. Wg oficjalnych doniesień pojedynek przełożono z uwagi na złamanie przez Tysona ręki na treningach. Ogłoszenie walki takiej budzi dużo do życzenia wśród kibiców i ekspertów. Tak było parę miesięcy temu gdy pierwszy raz ją ogłoszono, tak będzie zapewne teraz. A to nie tylko dlatego, że obaj panowie są emerytami i “sportowymi dziadkami,” ale również z racji tej, że Mayweathera Juniora ponoć czeka rewanżowy jesienny bój z Mannym Pacquiao. A więc logicznie rzecz biorąc to nie robi sensu aby zawodnik pokroju Mayweathera zawalczył dwa razy z takimi potężnymi nazwiskami w takim krótkim odstępie czasu.
Mike Tyson ostatnio na ringu zjawił się w 2024 kiedy poniósł porażkę na rzecz Jake’a Paula. Wg wielu tamten pojedynek nie powinien nigdy się odbyć i był jedynie sprawą marketingową. Zresztą, każda kolejna walka z udziałem z “Żelaznego Mike’a” (jeżeli będzie kolejna w ogóle) to sprawa marketingowa. Podobnie zresztą z Floydem. Ten ostatni już od jakiegoś czasu toczy boje pokazowe w celach biznesowych. W takich przypadkach celem numerem jeden są pieniądze. Natomiast im starszy dany zawodnik, tym większe ryzyko zdrowotne. Oby wszyscy zawodowcy wyszli z walk cali i zdrowi. Przede wszystkim oby takie pojedynki kiedyś miały, miejmy nadzieję jak najprędzej, swój koniec.