Podczas trwającej gali Goldstar w Londynie (Anglia), Justis Huni (13-1-0) pokonał po dziesięciu rundach Frazera Clarke’a (9-3-1), wracając na zwycięską ścieżkę po ubiegłorocznej porażce z obecnym mistrzem świata organizacji WBO wagi ciężkiej (heavyweight), Fabio Wardley’em (20-0-1). Co ciekawe, dla obu pięściarzy Wardley pozostaje wspólnym punktem odniesienia – zarówno Huni, jak i Clarke w przeszłości przegrywali właśnie z Anglikiem.

Od pierwszego gongu tempo, jak na kategorię ciężką, było zaskakująco wysokie. Już inauguracyjna odsłona przyniosła kilka mocnych wymian w półdystansie, a żaden z zawodników nie sprawiał wrażenia zainteresowanego spokojnym rozpoznaniem. Clarke szybko pokazał, że nie zamierza oddać pola faworyzowanemu Australijczykowi, odpowiadając na ataki Huniego własną aktywnością.

W drugiej rundzie Huni zaczął częściej korzystać z lewego sierpowego i próbował ustawiać pojedynek bardziej na dystans, choć walka nadal często przenosiła się do półdystansu. Clarke prezentował się jednak bardzo solidnie i na tym etapie nie było widać większej różnicy klas. W trzeciej odsłonie Brytyjczyk coraz śmielej wchodził ze swoimi akcjami w półdystansie, ale Huni pozostawał nieco skuteczniejszy dzięki lewemu prostemu, którym regularnie punktował.

Czwarta runda miała dwa oblicza – w pierwszej połowie dominował klincz, ale gdy pięściarze wracali do wymian, tempo ponownie rosło. Huni był szybszy w zadawaniu ciosów, lecz Clarke wyglądał tego wieczoru na wyjątkowo dobrze przygotowanego. Końcówka należała właśnie do niego, gdy zepchnął Huniego do lin i wyraźnie szukał mocnego finiszu, który mógł odmienić obraz walki.

Piąta runda utrzymała wysoki poziom widowiska i potwierdziła, że jest to jeden z ciekawszych pojedynków w wadze ciężkiej (heavyweight) w ostatnich tygodniach. Obaj zawodnicy nadal chętnie wchodzili w wymiany, a Clarke cały czas bardzo dobrze prezentował się na tle szybszego technicznie rywala.

W szóstej odsłonie Huni ponownie zaznaczył swoją przewagę. Australijczyk trafiał częściej i czyściej, opierając swój boks głównie na lewej ręce. Po sześciu rundach było widać zmęczenie po obu stronach, jednak dużym zaskoczeniem pozostawała dyspozycja kondycyjna Clarke’a, który nadal utrzymywał wysoką aktywność.

Siódma runda przyniosła kilka bardzo mocnych prawych sierpowych Clarke’a. To właśnie ten element sprawiał Huniemu najwięcej problemów, a styl Anglika wyraźnie nie był dla niego wygodny. Ósma odsłona ponownie należała do najbardziej widowiskowych, gdyż to Clarke wywierał presję, dochodziło do licznych wymian, a Huni konsekwentnie bazował na lewej ręce, dokładając do tego efektowny podbródkowy.

Dziewiąta runda mogła być kluczowa dla końcowego rozstrzygnięcia. Rozpoczęła się od mocnej wymiany, po której Huni trafił bardzo dobrym prawym prostym, a chwilę później dołożył podbródkowy. Obaj byli wyraźnie zdeterminowani, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, i mimo zmęczenia żaden nie zamierzał odpuszczać.

Finałowa, dziesiąta odsłona była najbardziej wyrównana i brakowało w niej jednego wyraźnego momentu, który przesądziłby o punktacji. Po dziesięciu rundach sędziowie wskazali na Huniego większościową decyzją, co wydaje się werdyktem uzasadnionym. Remis również dałoby się obronić, ale to Australijczyk w przekroju całej walki zadawał nieco więcej ciosów i był minimalnie skuteczniejszy w kluczowych fragmentach.

Walka była lepsza i bardziej wyrównana, niż można było zakładać przed pierwszym gongiem. Dla Huniego to ważny powrót po porażce z Wardley’em i sygnał, że nadal pozostaje mocnym graczem w czołówce wagi ciężkiej (heavyweight), choć występ Clarke’a również pokazał, że Brytyjczyk wciąż może być niewygodnym rywalem dla każdego z szerokiej czołówki.

Za chwilę do ringu wyjdzie Richard Riakporhe (19-1-0), który zmierzy się z Jeamie Tshikevą (9-2-0) w kolejnym pojedynku wagi ciężkiej (heavyweight), którego stawką będzie pas BBBofC. Cała gala transmitowana jest na platformie Netflix. Bezpośrednio przed walką wieczoru kibice zobaczą pojedynek pomiędzy Conorem Bennem (24-1-0) a byłym dwukrotnym mistrzem świata wagi super lekkiej (super lightweight), Regisem Prograisem (30-3-0). Dopiero po tym starciu do ringu wyjdą Tyson Fury (34-2-1) i Arslanbek Makhmudov (22-2-0), którzy zmierzą się w walce wieczoru londyńskiej gali.

Autor: Michał Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: boxingzone2020@gmail.com