Jarrell Miller (28-1-2) nie traci czasu po zwycięstwie nad Lenierem Pero (13-1-0) i coraz wyraźniej zaznacza swoje miejsce w rozmowach o czołówce wagi ciężkiej. Amerykanin nie tylko wskazuje nazwiska takie jak Anthony Joshua (29-4-0) czy Oleksandr Usyk (24-0-0), ale dorzuca do tej listy również Deontaya Wildera (45-4-1), z którym od lat pozostaje w konflikcie.

Czuję się świetnie. Włożyliśmy w to dużo pracy. Bozy Ennis to świetny trener! Nauczył mnie wielu rzeczy, których wcześniej nie robiłem. Pomógł mi uspokoić tempo, lepiej myśleć w ringu i korzystać z jab’a. To dopiero początek, będę tylko lepszy.”

Współpraca z Bozym Ennisem zaczyna przynosić efekty. W ostatnim występie Miller wyglądał bardziej zdyscyplinowanie, mniej chaotycznie i częściej korzystał z prostych, co wcześniej nie było jego najmocniejszą stroną. To może mieć znaczenie, jeśli faktycznie dojdzie do walk z absolutną elitą.

Równolegle Amerykanin ponownie podgrzewa temat pojedynku z Wilderem. Konflikt między zawodnikami ma już długą historię, a Miller nie ukrywa, że chce tej walki i traktuje ją bardzo osobiście. W ostatnich wypowiedziach nie szczędził krytyki pod adresem byłego mistrza świata, sugerując, że jego ostatnie występy nie zrobiły na nim większego wrażenia.  

Z perspektywy sportowej taki pojedynek ma sens, gdyż obaj zawodnicy potrzebują dużych walk, które przywrócą ich do ścisłej czołówki. Promotor Eddie Hearn również wskazuje, że starcie Miller vs. Wilder mogłoby być jednym z największych amerykańskich pojedynków w wadze ciężkiej.  

Na ten moment pozostaje jednak pytanie, czy Miller jest gotowy na poziom Joshuy, Usyka czy nawet Wildera. Ostatnie zwycięstwo to solidny krok naprzód, ale dopiero konfrontacja z topowym rywalem pokaże, czy jego rozwój pod okiem Ennisa jest wystarczający, by realnie liczyć się w walce o najwyższe cele.

Autor: Michał Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: boxingzone2020@gmail.com