Amerykański bokser zawodowy Ray Lampkin (35-6-1, 16 KO), były pretendent do tytułu mistrzowskiego, zmarł dzisiaj. Miał 78 lat. W swojej karierze Lampkin, boksujący w wadze lekkiej, co prawda posiadał pas, ale nie ten najcienniejszy bowiem pas federacji NABF. Lampkin urodził się w Teksasie. Lecz dorastał w stanie Oregon. Miał wspaniałą karierę amatorską zanim sprawdzał się w gronie profesjonałów.
W latach 70. i 80. ub. wieku przez ringi świata przewinęło się wielu znakomitych pięściarzy. Były to epoki które kibice kojarzą z kamieniami milowymi w sporcie. Wszak można dyskutować czy owe epoki akurat są absolutnie najwspanialszymi, ponieważ wiele innych dekad wywarło wrażenie na kibicach. Ale z lat 70. i 80. wszystkim należy się uznanie. Ray Lampkin jest jednym z tych zawodników. Era w której rywalizował była jedną z najlepszych specyficznie w kat. lekkiej, tam brylowali tacy jak Roberto Duran, Ken Buchanan (61-8, 27 KO), Ismael Laguna (65-9-1, 37 KO) itd.
Ray stoczył czternastorundowy bój, zanim sam Roberto Duran (103-16, 70 KO) go zastopował, na panamskiej ziemi (rok 1975). Pojedynek ten oczywiście był zakontraktowany na 15 rund, a więc dużo nie brakowało, by ten pierwszy dotrwał do samego końca. Rok późńiej Ray zawiesił rękawice na kołku. Ogólnie, jego przegrane wstydu nie powinny mu przynosić, ponieważ nazwiska które go pokonały to m.in. Esteban DeJesus (57-5, 32 KO) oraz Dominikańczyk Vilomar Fernandez (30-11-2, 9 KO).
Sęk w tym, że Lampkin nie jest kojarzony ze swoich zwycięstw. Został zapamiętany głównie ze swojej porażki z wsp. Duranem. Ale to nie odzwierciedla jakim wspaniałym zawodowcem Lampkin prawdziwie był, podobnie jak w przypadku wielu innych fighterów bez tytułu.
Kibicom, rodzinie, bliskim itp. będzie teraz brakować Raya. Spoczywaj w pokoju, Rayu. Niech Ci ziemia lekką będzie.