Jonathan Rice (16-6-1) po raz raz kolejny udowodnił, iż nigdy nie należy go skreślać. Doświadczony pięściarz, mieszkający w Los Angeles (California, Stany Zjednoczone), wygrał w minioną sobotę na gali w Veronie (New York, Stany Zjednoczone) z niepokonanym dotychczas na zawodowstwie Guido Vianello (10-1-1), przez techniczny nokaut w dziesiątej rundzie. Rice, odniósł tym samym szesnaste zwycięstwo w profesjonalnym boksie. Pierwotnie, Vianello miał skrzyżować tej nocy rękawice z Stephanem Shawem (18-1-0), jednakże ten został nominowany do konfrontacji z Efe Ajagbą (17-1-0), po tym, jak Oscar Rivas (27-1-0) wycofał się z pojedynku, ze względu na uraz oka.

Rice przyjął walkę z Włochem na blisko miesiąc przed terminem, i mimo, że przegrywał na kartach u wszystkich sędziów, koniec końców zwyciężył, rozbijając łuk brwiowy swojego przeciwnika, który nie był w stanie kontynuować pojedynku. Rice przygotowywał się do swojej walki między innymi z Jaredem Andersonem (13-0-0), który jest niewątpliwie jednym z najlepiej zapowiadających się pięściarzy na świecie, startujących w kategorii ciężkiej (heavyweight).

Wymieniałem nazwisko Jareda Andersona niezliczoną ilość razy, i jest to wybitny pięściarz. Jest niesamowicie dobry. Gdyby chcieli mnie z nim zestawić, musiałbym przejść na inny poziom treningu. To po prostu fakt, bo ten facet jest tak dobry. Zdecydowanie lepiej pracowało mi się z nim, podobnie jak z Michaelem Hunterem, czy Efe Ajagbą. To coś podobnego. Nie podjąłbym takiego wyzwania w krótkim czasie. Jared pomógł mi się przygotować do tej walki i nie będę kłamał – kilka razy pokonał mnie na sparingach. Jest świetnym pięściarzem. – powiedział Rice dla boxingscene.

Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: frontoffice@boxingzone.org, Twitter: Mike94Steek