Podczas zakończonej przed momentem walki wieczoru gali w Gizie (Egipt), Oleksandr Usyk (24-0-0) pokonał Rico Verhoevena (1-1-0) przez techniczny nokaut w jedenastej rundzie. Wynik walki nie oddaje jednak tego, co naprawdę wydarzyło się w ringu. Holender nie tylko postawił Ukraińcowi piekielnie trudne warunki: zdaniem wielu obserwatorów prowadził na kartach punktowych i był o krok od największej sensacji w historii zawodowego boksu.  

Rico Verhoeven wszedł do ringu jako kompletny underdog. Wieloletni dominator światowego kickboxingu miał za sobą zaledwie jedną zawodową walkę bokserską, a naprzeciw niego stanął jeden z najwybitniejszych pięściarzy XXI wieku. Dla wiekszości kibiców oraz ekspertów ten pojedynek miał być jedynie medialnym widowiskiem. Tymczasem Holender od pierwszych rund zaczął szokować cały bokserski świat.

Verhoeven narzucił ogromną presję, bił mocno, szedł do przodu i momentami spychał Usyka do defensywy. Ukrainiec miał problemy z rytmem, nie wyglądał jak absolutny dominator kategorii ciężkiej, a kolejne rundy coraz częściej trafiały na konto Holendra. 

Walka była niezwykle brutalna fizycznie i momentami sprawiała wrażenie pojedynku, który wymyka się spod kontroli faworyta. Verhoeven udowodnił, że nie przyjechał do Egiptu po wypłatę. Przyjechał po historię. Dramat rozegrał się w rundzie jedenastej: Usyk posłał Verhoevena na deski, jednak Holender zdołał się podnieść. Był zamroczony, ale nadal stał na nogach i próbował przetrwać do gongu. Ukrainiec ruszył do desperackiego ataku, a wtedy sędzia Mark Lyson przerwał pojedynek dosłownie na sekundę przed zakończeniem rundy. Ta decyzja natychmiast wywołała gigantyczne kontrowersje w świecie boksu.  

W praktyce Lyson skrzywdził swoją decyzją obu zawodników, gdyż pozbawił Verhoevena szansy na wyjście do dwunastej rundy i próbę dokończenia największej sensacji w historii zawodowego boksu. Jednocześnie odebrał także Usykowi możliwość ewentualnego, bezdyskusyjnego nokautu w ostatniej odsłonie. To zdecydowanie tłumaczy bardzo wiele. 

Mark Lyson po raz kolejny udowodnił, iż organizacja WBC nie powinna wyznaczać go do prowadzenia walk o najwyższą stawkę. W styczniu ten sam arbiter w niewtyłumacxalny sposób przerwał pojedynek Damiana Knyby (17-1-0) z Agitem Kabayelem (27-0-0), którego stawką był tymczasowy pas WBC kategorii ciężkiej.

Mimo oficjalnej porażki Rico Verhoeven opuszcza Gizę jako moralny zwycięzca tego widowiska. Holender udowodnił, że potrafi rywalizować z absolutną elitą zawodowego boksu i był bardzo blisko momentu, który przeszedłby do historii sportów walki. Na zakończenie gali organizator wydarzenia, Turki Alalshikh przyznał, że chciałby doprowadzić do rewanżu pomiędzy Usykiem a Verhoevenem. Po tym, co wydarzyło się dziś w Egipcie, druga walka mogłaby wywołać jeszcze większe emocje niż pierwsze starcie.

Autor: Michał Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: boxingzone2020@gmail.com