Tim Tszyu (26-3-0) wraca do ringu w najbliższą sobotę podczas gali w Wollongong (New South Wales, Australia), gdzie zmierzy się z niepokonanym Denisem Nurją (20-0-0). Dla Australijczyka będzie to kolejny ważny krok w odbudowie pozycji po trudniejszych momentach kariery, ale z jego słów jasno wynika, że nie interesuje go zwykłe zwycięstwo – liczy się tylko pełna dominacja.
– Słowo annihilation siedzi w mojej głowie i powtarza się w niej od ostatnich siedmiu tygodni. To wszystko, co chcę zrobić. Mój jedyny cel w tej chwili to po prostu totalne zniszczenie. – powiedział Tszyu.
Ta wypowiedź najlepiej oddaje jego nastawienie przed starciem, które ma być przepustką do jeszcze większych walk w drugiej połowie roku. W obozie Tszyu nie ukrywają, że efektowna wygrana może ponownie otworzyć drzwi do największych nazwisk kategorii super półśredniej (super welterweight), ale sam pięściarz podkreśla, że najpierw musi zrobić swoje w sobotni wieczór.
– Muszę wygrać. A zwycięstwo ma przyjść w taki sposób, w jaki ja chcę to zrobić. – dodał były mistrz świata.
W jego słowach słychać nie tylko pewność siebie, ale i świadomość stawki. Tszyu otwarcie mówi, że w tym sporcie każda walka niesie za sobą ogromne ryzyko, dlatego do pojedynku z Nurją podchodzi z pełną koncentracją.
– Wszystko jest zagrożone. Cała twoja kariera. Największym ryzykiem nie jest sama porażka, ale zdrowie. Zawsze dzieli cię jeden cios, dlatego za każdym razem przygotowuję się najmocniej, jak potrafię. – zaznaczył Australijczyk.
Po drugiej stronie stoi jednak rywal, który nie przyjechał do Australii tylko po wypłatę. Denis Nurja już na pierwszej konferencji prasowej dał jasno do zrozumienia, że nie interesują go rozmowy o przyszłych planach Tszyu, w tym potencjalnym pojedynku z Errolem Spence’em Jr (28-1-0).
– Rozumiem takie myślenie, ale on najpierw musi przejść przeze mnie, zanim zacznie myśleć o Errolu Spence’u Jr. To nie będzie łatwe zadanie. – powiedział Albańczyk.
Na chłodno patrząc, dla Tszyu to walka o coś więcej niż tylko kolejny wpis w rekordzie. To test nowego etapu pod okiem Pedro Diaza i okazja, by po raz kolejny pokazać, że nadal należy do ścisłej światowej czołówki dywizji super półśredniej (super welterweight). Jeśli wygra w stylu, o którym sam mówi, bardzo szybko może wrócić do rozmów o największych nazwiskach tej kategorii.
Autor: Michał Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: boxingzone2020@gmail.com