Oscar De La Hoya nie zostawił suchej nitki na magazynie “The Ring”, którego jeszcze kilka lat temu sam był właścicielem. Szef Golden Boy Promotions stwierdził, że legendarna marka utraciła wiarygodność i określił ją mianem martwego aktywa. De La Hoya odniósł się do sytuacji “The Ring” w swoim najnowszym materiale z serii “Clapback”. Jego wypowiedź zbiegła się w czasie z doniesieniami, według których DAZN miało osiągnąć porozumienie w sprawie przejęcia pakietu kontrolnego w magazynie. Sam nadawca nie potwierdził jednak dotychczas transakcji.
– To martwy aktyw. Pozbawili The Ring wiarygodności i zrobili z niego coś całkowicie stronniczego oraz propagandowego – powiedział De La Hoya.
Były mistrz świata sześciu kategorii wagowych stwierdził również, że ewentualny kolejny właściciel powinien odbudować znaczenie marki poprzez przywrócenie jej wiarygodności, zasad oraz odpowiedniego znaczenia rankingów. Sytuacja jest o tyle interesująca, że sam De La Hoya przez lata był właścicielem The Ring. To właśnie Golden Boy sprzedało magazyn Turkiemu Alalshikhowi, dlatego obecna krytyka ze strony Golden Boy naturalni prowadzi również do pytań dotyczących wcześniejszych związków magazynu z podmiotami bezpośrednio zaangażowanymi w zawodowy boks.
Ewentualne przejęcie kontroli nad The Ring przez DAZN również może wywołać dyskusję na temat niezależności redakcji oraz panelu odpowiedzialnego za rankingi. DAZN jest jednym z najważniejszych nadawców bokserskich na świecie i współpracuje z szeregiem promotorów oraz zawodników.Samo posiadanie magazynu nie oznacza oczywiście automatycznie wpływania na rankingi czy decyzje, ale pytanie o możliwość konfliktu interesów pozostaje zasadne. Szczególnie w przypadku marki, której siła przez dekady wynikała właśnie z przekonania kibiców, że jej rankingi i pas mistrzowski mają stanowić możliwie niezależną alternatywę wobec federacji. De La Hoya uderzył jednak nie tylko w “
The Ring, bowiem znacznie szersza była jego krytyka obecnego modelu finansowania największych walk bokserskich. Według szefa Golden Boy Promotions ogromne pieniądze napływające do zawodowego boksu z Arabii Saudyjskiej zmieniły oczekiwania finansowe czołowych pięściarzy do tego stopnia, że coraz trudniej zestawiać ich ze sobą na tradycyjnych warunkach.
– Trudniej jest doprowadzać teraz do walk. Wielkie nazwiska pozostają nieaktywne. Nie chcą ze sobą walczyć. Nie dlatego, że się boją, ale dlatego, że czekają na wielką wypłatę– dodał De La Hoya.
I właśnie ten fragment jego wypowiedzi dotyka problemu, który od dłuższego czasu staje się coraz bardziej widoczny w zawodowym boksie. Napływ ogromnego kapitału z Arabii pozwolił organizować gale i zestawiać pojedynki, które w tradycyjnym modelu biznesowym byłyby bardzo trudne do sfinansowania. Jednocześnie stworzył jednak zupełnie nowy punkt odniesienia dla wynagrodzeń czołowych zawodników.
Jeżeli pięściarz raz otrzymuje gażę znacznie przekraczającą kwotę, jaką dana walka byłaby w stanie wygenerować ze sprzedaży biletów, praw telewizyjnych czy transmisji PPV, późniejszy powrót do standardowych stawek staje się znacznie trudniejszy. W praktyce może prowadzić to do sytuacji, w której zawodnik zamiast stoczyć dwie lub trzy walki za pieniądze odpowiadające realnej wartości rynkowej, pozostaje nieaktywny i czeka na kolejną wielomilionową ofertę finansowaną z zewnątrz.
Właśnie dlatego popularne w ostatnich latach określenie Turkiego Alalshikha jako człowieka, który “uratował boks”, przedstawia tylko jedną stronę całej historii. Saudyjskie pieniądze bez wątpienia umożliwiły organizację wielu wielkich wydarzeń i pozwoliły doprowadzić do walk, o których kibice wcześniej przez lata jedynie dyskutowali. Jednocześnie jednak skala oferowanych wynagrodzeń zaczęła zmieniać cały rynek i oczekiwania zawodników.
Problem nie polega więc na tym, że pięściarze chcą zarabiać jak najwięcej bo to całkowicie naturalne. Problem pojawia się wtedy, gdy kwoty oferowane za pojedyncze występy zaczynają funkcjonować w oderwaniu od ekonomicznej wartości samej walki. Promotor działający w klasycznym modelu musi brać pod uwagę sprzedaż biletów, zainteresowanie telewizji, liczbę subskrypcji czy potencjalną sprzedaż PPV. Podmiot, dla którego bezpośredni zysk z pojedynczej gali nie jest najważniejszym kryterium, może zaoferować kwoty, których prywatny promotor zwyczajnie nie jest w stanie później wyrównać.
W rezultacie rynek zaczyna funkcjonować według dwóch różnych standardów. Jeden opiera się na tym, ile dana walka rzeczywiście może wygenerować, a drugina tym, ile ktoś jest gotowy do niej dopłacić. Kiedy zawodnicy przyzwyczajają się do drugiego standardu, negocjowanie kolejnych pojedynków staje się coraz trudniejsze. I właśnie na ten aspekt zwrócił uwagę De La Hoya. Trudno zatem ignorować coraz bardziej widoczny skutek uboczny, czyli konkretnie część największych nazwisk może pozwolić sobie na długie okresy bezczynności, oczekując następnej oferty znacząco przewyższającej tradycyjne możliwości rynku.
Do tego dochodzi jeszcze kwestia kibica. W ostatnich latach model dystrybucji największych wydarzeń coraz częściej oznacza konieczność opłacania miesięcznej subskrypcji platformy, a następnie dodatkowego PPV za najbardziej atrakcyjne gale. Przy cenach sięgających kilkudziesięciu dolarów za pojedyncze wydarzenie trudno dziwić się narastającej krytyce takiego modelu. Paradoksalnie więc okres rekordowychh pieniędzy w zawodowym boksie nie musi automatycznie oznaczać najlepszego okresu dla samego sportu. Większe gaże mogą prowadzić do większych walk, ale jeżeli jednocześnie powodują mniejszą aktywność zawodników, trudniejsze negocjacje oraz coraz wyższy koszt oglądania boksu dla kibica, bilans całego boksu staje się znacznie bardziej skomplikowany.
The Ring pozostaje tymczasem marką o ponadstuletniej historii. Magazyn funkcjonuje od 1922 roku, a jego rankingi oraz pas mistrzowski przez dekady były traktowane przez wielu kibiców i ekspertów jako niezależna alternatywa dla tytułów największych federacji. Właśnie dlatego kwestia tego, kto będzie kontrolował The Ring i w jaki sposób zagwarantowana zostanie niezależność jego rankingów, może mieć znacznie większe znaczenie niż zwykła zmiana właściciela medialnej marki.
Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt:
boxingzone2020@gmail.com