Obowiązkowy pretendent do tytułu mistrza świata kategorii ciężkiej (heavyweight) z ramienia federacji WBC, DIllian Whyte (28-2-0) do ostatnich godzin zwlekał z podpisaniem kontraktu na walkę z obecnym czempionem, Tysonem Fury’m (31-0-1), choć koniec końców podpisał umowę zobowiązującą go do odbycia pojedynku mistrzowskiej rangi ze swoim rodakiem. Do ich walki dojdzie 23 kwietnia na stadionie Wembley w Londynie (Anglia).

Pod koniec stycznia, grupa promotorska Queensberry Promotions przy pomocy Top Rank wygrała przetarg na organizację pojedynku obu zawodników wykładając na stół około 41 milionów dolarów. Podział wypłaty miał wynosić 80 do 20 na korzyść Fury’ego, z czym nie mógł pogodzić się Whyte twierdząc, że to zdecydowanie za mało. Mimo to, dla Jamajczyka z angielskim paszportem i tak będzie to zdecydowanie największa gaża w całej dotychczasowej karierze (blisko siedem i pół miliona plus premia powyżej czterech milionów, jeśli wygra). Jeszcze kilka dni temu Whyte „groził”, że nie będzie promował wydarzenia, jeśli nie dostanie dodatkowych pieniędzy.

Bob Arum, który razem z Frankiem Warrenem odpowiada za promocję Fury’ego, dał wówczas jasno do zrozumienia, iż 34-latek nie otrzyma żadnego dodatkowego wynagrodzenia, a takim zachowaniem jedynie psuje swoją reputację. Federacja World Boxing Council (WBC) na podpisanie kontraktu dała Whyte’owi czas do 21 lutego, a informacja o tym, że pięściarz złożył podpis pod umową, została podana do wiadomości kilkadziesiąt minut po północy czasu brytyjskiego.

Autor: Michal Adamczyk