Już tylko kilkadziesiąt godzin pozostało do rozpoczęcia wielkiej gali w Riyadh (Arabia Saudyjska). W sobotnią noc (23 grudnia) między linami zobaczymy topowych pięściarzy kategorii ciężkiej (heavyweight), choć nie tylko. W walce wieczoru ujrzymy starcie pomiędzy Anthony’m Joshua (26-3-0), a Otto Wallinem (26-1-0), które zapowiada się bardzo ciekawie. Całe show może natomiast skraść starcie pomiędzy dwoma byłymi mistrza świata, Deontay’em Wilderem (43-2-1), oraz Josephem Parkerem (33-3-0).

Anthony Joshua: Jestem tu, żeby walczyć. Nie jestem tu po to, żeby imprezować. Chcę walczyć. Chcę dobrze wypaść. Trochę wywieram na sobie presję. Oczywiście, jestem nieco spięty, bo chcę się świetnie pokazać. Chcę wygrać. Mam tę potrzebę wygrywania i chcę także zranić mojego rywala.

Otto Wallin: Ludzie mówią o niespodziance… Wygram tę walkę i nie powinniście nazywać tego niespodzianką. To naprawdę nie jest niespodzianka, to po prostu naturalna kolej rzeczy. To mój czas, więc jestem na to gotowy… Kiedyś był szczęśliwym facetem, ale z tego, co widzę teraz, wydaje się bardzo sztywny i spięty. Może ma dość tego wszystkiego.


Deontay Wilder: Przychodzę tutaj po to, aby robić to, co umiem najlepiej i dać fanom to, co chcą zobaczyć. Ostatecznie nikt nie chce oglądać dwunastorundowej walki. Nie mrugajcie. Dam wam to, co chcecie zobaczyć. Obecnie nazywam się Dr. Sleep (Doktor Sen) i zdecydowanie mam NyQuil (środek przeciwgrypowy, służący również jako środek nasenny, przyp.red) w prawej ręce, więc mam nadzieję, że przyniesiesz poduszkę i kołdrę.


Mimo, że sobotnia gala w Riyadh skupia się głównie na wadze ciężkiej, to walka rangi mistrzowskiej odbędzie się pomiędzy dwoma pięściarzami z wagi półciężkiej (light heavyweight). Dmitry Bivol (21-0-0) zmierzy się w swojej jedenastej obronie tytułu federacji WBA z Lyndonem Arthurem (23-1-0).

Wszystko może się zdarzyć, ale zazwyczaj nie skupiam się na nokaucie, bo to odwraca moją uwagę od planu. Oczywiście, jeśli zobaczę ten moment, wykorzystam to. Nie jestem pięściarzem, który myśli tylko o jednym ciosie. Lubię cieszyć się tym procesem. Lubię trzymać się mojej taktyki. – powiedział Bivol.

Kolejnym po Bivolu pięściarzem, który powróci do ringu po długiej przerwie jest były mistrz świata organizacji IBF w wadze junior ciężkiej (cruiserweight), Jai Opetaia (23-0-0). Niepokonany Australijczyk oddał mistrzowski pas parę dni temu, kosztem sobotniej walki w Arabii Saudyjskiej. Opetaia był bowiem zobowiązany do obowiązkowej obrony tytułu przeciwko Mairisowi Briedisowi (28-2-0). 28-latek skrzyżuje rękawice z Ellisem Zorro (17-0-0), dla którego będzie to pierwsza walka poza Wielką Brytanią.

Odłóżmy politykę na bok i niech najlepsi walczą z najlepszymi. To ogromna zmiana i imię Opetaia będzie na niej uwidocznione. Jestem tu po to, żeby złożyć oświadczenie. Jestem gotowy iść na wojnę. – powiedział Opetaia podczas konferencji prasowej.

Na wielki powrót do czołówki królewskiej dywizji liczy również Jarrell Miller (26-0-1), który półtora roku temu powrócił do rywalizacji po aferach dopingowych. 35-letni pięściarz z Brooklynu (New York, Stany Zjednoczone) w czerwcu 2019 roku stał przed życiową szansą na zdobycie tytułu mistrza świata, jednakże wpadka dopingowa przed walką z Anthony’m Joshua wykluczyła Amerykanina z pojedynku, a jego miejsce zajął wówczas Andy Ruiz Jr (35-2-0), który w spektakularny sposób znoakutował Joshuę w siódmej rundzie.

Rywalem Millera będzie w sobotnią noc były pretendent do tytułu mistrza świata, Daniel Dubois (19-2-0), który po sierpniowej porażce z rąk Oleksandra Usyka (21-0-0) nie szuka dróg na skróty, chcąc powrócić z mocnym rywalem, jakim bez wątpienia jest Miller. Dla samego Millera, wygrana walka przeciwko Dubois oznacza powrót do czołówki, w której znajdował się kilka lat temu.

“Król Nokautów” kontra były Mistrz Europy – mowa oczywiście o walce pomiędzy Arslanbekiem Makhmudovem (18-0-0), a Agitem Kabayelem (23-0-0), których walka zakontrakrowana jest na dziesięć rund w limicie wagi ciężkiej.

Jestem gotowy. Dlatego się tutaj znajduję. Potrzebuję takiej walki i takiego przeciwnika. Szanuję go, ale w sobotę wyjdę tam po to, żeby go niszczyć, jak przeważnie to robię. To moja praca. – powiedział Makhmudov.

Kabayel, który swoje zawodowe starty rozpoczął niemalże dokładnie 11.5 roku temu, podobnie jak Makhmudov, nigdy nie zaznał goryczy porażki. 31-letni Niemiec w przeszłości dwukrotnie sięgał po tytuł Mistrza Europy EBU, m.in po raz drugi w swojej ostatniej walce, kiedy to w trzeciej rundzie znokautował Agrona Smakici’a (20-2-0) podczas marcowej gali w Bochum (Niemcy).

To największe wyzwanie w mojej karierze. Szanuję Arslanbeka. To dobry przeciwnik i silny facet. Myślę, że ja również jestem największym wyzwaniem w jego karierze. – mówił Kabayel.

Kolejnym pięściarzem, który zaprezentuje swoje nieprzeciętne umiejętności podczas sobotniej gali, jest Frank Sanchez (23-0-0). Niepokonany Kubańczyk cierpliwie czeka na swoją mistrzowską szansę, nie szukając w międzyczasie zbyt wymagających wyzwań. Mimo, że Sanchezowi nie można zarzucić braku umiejętności na bardzo wysokim poziomie, to sposób w jaki dobierani są jego kolejni rywale, nie daje pożądanych efektów w kwestii dalszego rozwoju. W rzeczywistości, Sanchez stoczył zaledwie jedną istotną walkę na pograniczu szerokiej czołówki, wygrywając na punkty z Efe Ejagbą (19-1-0), co miało miejsce ponad dwa lata temu, na gali w Las Vegas (Nevada, Stany Zjedoczone).

Sobotnim rywalem Sancheza będzie Junior Fa (22-2-0), który kilka lat temu zdecydowanie inaczej wyobrażał sobie swoją karierę w królewskiej dywizji. Dla Nowozelandczyka, przełomem w jego karierze miała być walka z rodakiem, Josephem Parkerem, do której doszło pod koniec lutego 2021 roku, kiedy to Parker zdecydowanie pokonał Fa jednogłośną decyzją sędziów. To nie koniec problemów Fa, który chcąc wrócić z przytupem, powrócił w koszmarnym stylu. Podczas ubiegłorocznej gali w Melbourne (Victoria, Australia), Nowozelandczyk został bardzo ciężko znokautowany przez byłego czempiona WBA “Regular”, Lucasa Browne’a (31-5-0), co było wówczas sporą niespodzianką. Krótko mówiąc: dla Juniora Fa, sobotnia walka z Sanchezem jest o “być albo nie być” w boksie na dobrym poziomie.

Filip Hrgovic (16-0-0) to kolejny pięściarz, który dwoi się i troi, aby nie ryzykować przed mistrzowską szansą. Niepokonany Chorwat znajduje się bowiem na pierwszym miejscu w rankingu organizacji IBF, a w przyszłym roku ma zmierzyć się o pełnoprawny tytuł mistrza świata. Rywalem Hrgovica będzie 41-letni Australijczyk, Mark De Mori (41-2-2).

To walka zakontraktowana na dziesięć rund. Absolutnie nie mam ochoty przechodzić przez te dziesięć rund. Mam ramiona tyranozaura. Podejdę blisko i spróbuję złamać go na pół. – powiedział De Mori, po czym Hrgovic odpowiedział:

Planowałem przeboksować z tym gościem kilka rund, ale z powodu jego paskudnych słów będę musiał ukarać go wcześniej. Naprawdę, muszę go za to bardzo mocno ukarać. To tak, jakby coś ukradł.

Polscy kibice będą mogli obejrzeć wydarzenie za pośrednictwem DAZN w cenie miesięcznej subskrypcji (+70zł PPV), zaś amerykańscy fani będą musieli dodatkowo zapłacić za usługę, która wynosi $39.99 w DAZN, oraz na ESPN ($50.98). Początek gali już w sobotę o godzinie 10AM czasu środkowo amerykańskiego (17.00 czasu polskiego).

Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: frontoffice@boxingzone.org