Podczas trwającej gali w Las Vegas (Nevada, Stany Zjednoczone), gdzie w walce wieczoru kibice zobaczą starcie Davida Benavideza (31-0-0) z Gilberto Ramirezem (48-1-0), doszło do jednego z najbardziej emocjonujących pojedynków tego roku. Jorge Chavez (15-1-1) zmierzył się z Jose „Tito” Sanchezem (16-0-0) o pas WBA Continental w kategorii super koguciej (super bantamweight). Niezwykle ciekawa walka i bez wątpienia jedna z najlepszych w tym roku. Emocji nie brakowało, bo momentami była to brutalna wymiana cios za cios.

Pojedynek miał wyraźnie dwa oblicza. Przez pierwsze rundy wszystko układało się pod dyktando Chaveza, który kontrolował tempo walki dzięki pracy nóg, balansowi i spokojnemu, przemyślanemu boksowi z dystansu. Od początku było widać różnicę w stylach. Chavez poruszał się lekko, operował defensywą i wybierał momenty do ataku, podczas gdy Sanchez konsekwentnie skracał dystans, szukając okazji do walki w półdystansie. Pierwsze trzy rundy należały do Chaveza: jego ringoww IQ i umiejętność kontrolowania przestrzeni sprawiały, że Sanchez wyglądał na zawodnika, który goni walkę, ale nie potrafi jej złapać.

Przełom nastąpił w czwartej rundzie. Sanchez zaczął inwestować w ataki na korpus, wyraźnie próbując odebrać rywalowi nogi i ograniczyć jego mobilność. To był moment, w którym walka zaczęła się zmieniać. Chavez coraz częściej zostawał w półdystansie, a jego jab praktycznie przestał istnieć. Zamiast kontynuować boksowanie na swoich warunkach, wszedł w grę Sancheza.

Kolejne rundy to już coraz wyraźniejsza przewaga presji i aktywności Sancheza. Nie były to może akcje efektowne technicznie, ale konsekwencja w atakach na głowę i głównie na tułów zaczęła przynosić efekt. Chavez momentami wracał do ruchu i pokazywał swoje umiejętności, jednak zbyt często dawał się wciągać w wymiany, które nie były dla niego korzystne, bowiem po ciosach na korpus tracił ewidentnie na pracy na nogach. 

Dziewiąta runda była kulminacją tego procesu. Zamiast walki technicznej, kibice dostali otwartą bijatykę na środku ringu. Obaj zawodnicy postawili na wymiany, jednak to Sanchez wyglądał na tego, który lepiej znosił tempo i presję takiego pojedynku. W dziesiątej rundzie wszystko znalazło swoje rozstrzygnięcie. Determinacja Sancheza ostatecznie przełamała umiejętności Chaveza. Dwa nokdauny zakończyły walkę przed czasem i przypieczętowały zwycięstwo przez TKO.

To starcie pokazało klasyczny scenariusz, w którym konsekwentna presja i praca na korpus potrafią zneutralizować przewagę techniczną. Chavez miał narzędzia, by tę walkę kontrolować, ale z nich nie korzystał. Sanchez natomiast zrealizował swój plan – może nie perfekcyjnie, ale wystarczająco skutecznie, by odwrócić losy pojedynku i sięgnąć po zwycięstwo.

Autor: Michał Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: boxingzone2020@gmail.com