Shakur Stevenson (21-0-0) w ostatnim czasie lubi rzucać słowa na wiatr i choć nie jest jedynym pięściarzem, który to robi, w ostatnim czasie trochę się tego nazbierało. Nie minęło nawet dwa tygodnie od czasu, gdy Amerykanin poinformował, że kończy zawodową karierę bokserską w wieku 26 lat. Oczywiście mało kto uwierzył wówczas w słowa Stevensona, a niektórzy nawet w formie żartów zakładali się, za ile dni, bądź tygodni pięściarz ogłosi powrót.

Co zabawne, kilka dni wcześniej Stevenson poinformował, że wraz z 2024 rokiem, został wolnym agentem. Amerykanin nie przedłużył kontraktu z grupą promotorską Top Rank, której barwy reprezentował od początku swojej zawodowej kariery. Krótko mówiąc, Stevenson wówczas kłamał, bowiem z informacji Boba Aruma wynika, że pięściarz musi stoczyć dla Top Rank jeszcze jedną walkę, aby móc być następnie wolnym agentem. Szef grupy nie śpieszy się jednak z organizacją pojedynku dla jeszcze swojego zawodnika, bowiem jego powrót planowany jest na czerwiec, a rywal póki co nie jest znany.

Stevenson znajduje się w obecnie w posiadaniu tytułu mistrza świata organizacji WBC, kategorii lekkiej (lightweight), po tym jak w połowie listopada ubiegłego roku pokonał na gali w Las Vegas (Nevada, Stany Zjednoczone) Edwina De Los Santosa (16-2-0) w walce o wakujący pas. W opinii zdecydowanej większości kibiców, oraz rzeszy ekspertów, był to jeden z najgorszych pojedynków o mistrzostwo świata na przestrzeni ostatnich kilku dekad. Obaj pięściarze właściwie przez całe dwanaście rund nie zadawali ciosów, czym oburzeni byli szczególnie fani zgromadzeni w miejscowej T-Mobile Arena. W przeszłości, Stevenson był zunifikowanym mistrzem świata dywizji super piórkowej (super featherweight), a także czempionem WBO wagi piórkowej (featherweight).

Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: frontoffice@boxingzone.org