Anthony Dirrell (34-2-2) w sobotę powrócił na zwycięską ścieżkę, nokautując pięknym prawym podbródkowym Marcosa Hernandeza (15-5-2) w ubiegłą sobotę na gali w Las Vegas (Nevada, Stany Zjednoczone), gdzie w walce wieczoru oglądaliśmy Canelo Alvareza (57-2-1) i Caleba Planta (21-1-0). Dla 37-letniego Amerykanina było to pierwsze zwycięstwo od niespełna 33 miesięcy, i jak zauważa on – to już dla niego ostatni dzwonek, aby pokazać się chociażby w walce z Alvarezem. Kolejka do walki z Meksykaninem jest bardzo długa, a swoje propozycje zgłaszają zawodnicy z różnych kategorii wagowych. Dirrell zapowiada, że jeśli promotorzy nie będą w stanie zorganizować mu walki z Alvarezem, będzie zmuszony…zakończyć karierę.

Będę musiał przejść na emeryturę. Teraz mam 37 lat. Jeśli nie mogę walczyć o coś, walczę o nic. Nie idę w żadną stronę. To marzenie każdego pięściarza na świecie, aby być niekwestionowanym mistrzem świata. Przynajmniej pozwólcie mi o to walczyć i zobaczyć jak to będzie wyglądało. Jeśli nie mogę dostać Canelo, będę coraz starszy i starszy. Nie mogę robić tego cały czas. – mówił na sobotniej konferencji prasowej DIrrell.

Urodzony w stanie Michigan pięściarz w przeszłości sięgał już po tytuł mistrza świata dywizji super średniej (super middleweight), pierwszy raz w 2014 roku, pokonując Sakio Bikę (35-7-3) jednogłośną decyzją sędziów. Dirrell stracił jednak wywalczony tytuł niewiele ponad siedem miesięcy później, przegrywając z Badou Jackiem (24-3-3). Na swoją kolejną mistrzowską szansę, Amerykanin musiał czekać blisko trzy i pół roku, gdy zmierzył się z Avni’m Yildirimem (23-4-0) o wakujący tytuł WBC i co prawda walkę wygrał, jednakże w swojej pierwszej obronie, poległ po raz kolejny, tym razem z Davidem Benavidezem (24-0-0), przegrywając przez nokaut w dziewiątej rundzie.

Tak jak powiedziałem – mam nadzieję, że uda się dostać Canelo. Wszyscy go chcą, i każdy chce go zdetronizować. Mam nadzieję, że złożyłem wystarczająco duże oświadczenie, aby dostać walkę z nim. Taki jest plan i mam nadzieję, że widział co zrobiłem i da mi szansę. – dodał Dirrell.

Sytuacja wokół Dirrella zupełnie inaczej wyglądałaby, gdyby znokautował on kogoś z wyżej notowanych rywali, a nie zawodnika, którego jednym z największych sukcesów jest remis z Jeisonem Rosario (20-3-1), gdy jeszcze rywalizowali oni w kategorii super półśredniej (super welterweight). Jeśli Dirrell chce liczyć na ponowną walkę o tytuł mistrza świata, prawdopodobnie musi liczyć na to, że Canelo Alvarez zwakuje wszystkie pasy w kategorii super średniej i obierze zupełnie inny kierunek, czyli ten o którym aktualnie mówi się najwięcej – kategorii półciężka (light heavyweight). Tam czekają na niego tacy zawodnicy jak Artur Beterbiev (16-0-0), Dmitry Bivol (18-0-0), czy Gilberto Ramirez (42-0-0). Wszyscy wcześniej wymienieni nigdy nie zaznali goryczy porażki, a takich zawodników Canelo „lubi”. Przypomnijmy, że gdy niecały rok temu Meksykanin ruszył na podbój dywizji do 168 funtów, trzech mistrzów świata, czyli Callum Smith (28-1-0), Billy Joe Saunders (30-1-0), czy do ostatniej soboty Caleb Plant (21-1-0), byli niepokonanymi na zawodowych ringach pięściarzami z kilkoma obronami mistrzowskich tytułów.