Niewiele ponad dwa miesiące temu podczas gali Top Rank w Las Vegas (Nevada, Stany Zjednoczone) doszło do walki o wakujący tytuł mistrza świata organizacji WBC, kategorii lekkiej (lightweight), pomiędzy Shakurem Stevensonem (21-0-0), a Edwinem De Los Santosem (16-2-0). Jednogłośną decyzją sędziów wygrał wówczas ten pierwszy, choć sam pojedynek nie miał prawa nikomu się podobać. Podczas pełnego dystansu dwunastu rund, Stevenson zdołał wyprowadzić zaledwie 19 celnych ciosów (średnia: 1.5 ciosu na rundę), przy 14 wyprowadzonych przez De Los Santosa (średnia: 1.1 ciosu na rundę).

Pomijając już zażenowanych fanów przed ekranami, swoją frustrację wylali przede wszystkim kibice na trybunach, którzy gwizdali, oraz dopingowali dwójkę pięściarzy, aby ci w końcu zaczęli walczyć. Tak się jednak nie stało. Po dwunastu rundach, Stevenson nieznacznie wygrał jednogłośną decyzją sędziów, zdobywając tytuł mistrza świata w trzeciej dywizji. Urodzony i wychowany w Newark (New Jersey, Stany Zjednoczone) pięściarz nie wyklucza ewentualnego rewanżu z De Los Santosem, jednakże jak można wywnioskować z poniższych słów, nie będzie to dla niego priorytet.

De Los Santos to naprawdę dobry zawodnik. To zawodnik kalibru mistrza świata z naprawdę dobrymi umiejętnościami i wspaniałą przyszłością przed sobą. W przyszłości z pewnością będę skłonny dać mu rewanż, ale tamtej nocy pokazał najlepszą wersję siebie i nie zdołał mnie pokonać, więc po prostu zawalił sprawę. – przekazał Stevenson za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Autor: Michal Adamczyk – redaktor naczelny. Kontakt: frontoffice@boxingzone.org