Jeden z najlepszych australijskich pięściarzy, Michael Zerafa (28-4-0) po raz kolejny wbija szpilkę w swojego rodaka i niedoszłego rywala, Tima Tszyu (19-0-0) nie dając mu żadnych szans z czołowymi zawodnikami wagi super półśredniej (super welterweight). Tszyu po swojej ostatniej walce ze Steve’m Sparkiem (12-2-0) zapowiedział, że jest gotowy na największe wyzwania. 

Nie wytrzymałby pięciu rund z Tony’m Harrisonem. Naprawdę tak uważam, bo byłem za granicą. On chce takich facetów jak Castano, Charlo czy Harrison a miewał już problemy w Australii. On z nimi nie wytrzyma. Na deski posłał go Wade Ryan. Patrzę na to z perspektywy fana boksu i uważam, że buja w obłokach. – mówi Zerafa dla Wide World of Sports. 

Zerafa miał zmierzyć się z Tszyu w lipcu i zapowiadał nokaut na swoim młodszym rodaku, choć koniec końców wycofał się z pojedynku, a jako powód podał zbyt duże obostrzenia związane z covid-19, między innymi obowiązkową kwarantannę, na co finansowo nie było stać pięściarza i jego zespołu. Zerafa twierdzi, że Tszyu i jego ekipa obiecała załatwić zgodę na udział w walce i szybki powrót do domu, z czego się oni nie wywiązali. 

Moja walka z nim, to najlepsza kolejna walka w Australii. Jesteśmy najlepsi, ale w jego głowie to ja jestem tym kolejnym najlepszym. Jeśli chce pokazać się najlepiej, jestem tutaj. Nigdy nie wycofałem się z tej walki. Nigdy nie powiedziałem „nie”. Powiedzieliśmy tylko, że nie mogą dostarczyć tego co obiecali. To wymagało czasu, prosiliśmy o odroczenie, a oni w ciągu dwóch godzin zastąpili mnie kimś innym. – powiedział Zerafa. 

Attachment.png