Zawodnik, o którym prawdopodobnie wielu a może większość polskich kibiców nie słyszała. Ktoś, kto przez etniczność i legitymującym się wówczas rekordem zapowiadał się ciekawie dla tych którzy wiedzieli o jego istnieniu. Dziś przypada rocznica jednej z jego walk, w której zastopował swojego rywala już w pierwszej odsłonie. Mowa o – byłym (już niestety) – bokserze zawodowym który nazywa się Adrian “Pretty Boy” Pinheiro (10-1, 9 KO). Już sam jego pseudonim fanom coś mówi; a to dlatego, że “Pretty Boy” jest oczywiście dawną ksywą Floyda Mayweathera Juniora. Tyle tylko, że Adrian jest od Floyda “trochę” większy (193 cm). 

Adrian Pinheiro urodził się 10 kwietnia 1994 roku w Polsce. Dorastał w Brazylii. W młodym wieku przeprowadził się do USA. Tam najpierw wylądował na Florydzie by później wybrać się do stanu Massachusetts gdzie przyjął ofertę pracy jako ochroniarz. W owym stanie zaczął właśnie przygodę z boksem w wieku 19 lat. Zaliczył bardzo krótką karierę amatorską – stoczył zaledwie 16 walk – uzyskując bilans 10-6. Jako profesjonalista rywalizował głównie w wadze junior ciężkiej (znanej jako “cruiserweight”). Sięgnął po mistrzostwo o nazwie “New England Golden Gloves” podobnie jak wracający jutro na zawodowe ringi Sławomir Bohdziewicz. Tytuł ten odnosi się do regionu Stanów Zjednoczonych na wschodnim wybrzeżu państwa. Jak można się domyslić, nazwisko Pinheiro pochodzi od ojca, a polskie korzenie ma raczej po matce. Równo cztery lata temu, 23 lipca 2022 roku, Pinheiro wygrał kolejną walkę kończąc zawody w pierwszej rundzie stopując Javierem Gomeza Ruedę na południowo-wschodnim wybrzeżu USA podczas gali nazywanej “Bxing Fight Night” spod grupy “GH3 Promotions” w Caribe Royale Orlando. 

Adrian twierdził, iż zawsze był fanem boksu. Jednak zaczął trenować ten sport dopiero po przeprowadzce do Stanów Zjednoczonych jak wcześniej zaznaczono. “Doceniam sztukę bokserską. Jestem zawodnikiem, który zapewnia emocje i potrafi zmieniać styl walki. Walczę zarówno w dystansie, jak i w półdystansie, w zależności od rywala i sytuacji w ringu” – wyjaśniał kiedyś Pinheiro. Po pracy w ochronie Adrian wrócił na Florydę gdzie trenował na dobre w Orlando.

Pinheiro posiadał bardzo mocne przełożenie czyli cios, a może nawet pojedynczy nokautujący cios, czego ciągle brakowało i brakuje Polakom na zawodowych ringach. Sęk w tym, że kariera Pinheiro zakończyła się po dwunastu pojedynkach. Teraz jedynie nasuwa się klasyczne pytanie “Co by było gdyby…?” A gdyby nie zawiesił rękawic na kołku? Wiadomo że nigdy się nie dowiemy. Ale ja rzucę inne światło na to. Otóż owszem, takie pytanie wśród kibiców będzie się nasuwać, ale moim zdaniem skoro dany pięściarz nigdy nie zdołał rywalizować z szeroką i ścisłą czołówką, to pytanie takie jednak jest nieuzasadnione ponieważ nie wiemy nawet jak oceniać jego możliwości lub ich brak. 

Musi być jasne – nawet gdyby okazał się ringowym “killerem” – to możliwe że polscy kibice niechętnie umieszcaliby Adriana na listach osiągnięć biało-czerwonych bo on cały czas walczył pod amerykańską flagą. Rzeczą ciekawą jest fakt, że w przypadku Adriana trzy kultury wchodziły w grę – polskie, brazylijskie, amerykańskie – podobnie jak trzy kultury były wokół Lennoxa Lewisa (jamajskie, kanadyjskie, brytyjskie).  

Swego czasu Adrian Pinheiro deklarował tak: “Jestem wielkim fanem Vito Mielnickiego. Obaj jesteśmy Polakami. W wielu kwestiach się zgadzamy; obaj dostrzegamy potencjał mojej przyszłości i wiemy, jak dotrzeć na szczyt. Cieszę się z podpisania kontraktu z GH3 Promotions. Razem osiągniemy wielkie rzeczy, Vito pomoże mi wejść na szczyt i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział mojej kariery” – stwierdził. Adrian również oznajmił, że zawsze interesował się boksem. W Brazylii trenował sztuki walki, ale przede wszystkim grał w piłkę nożną. Było tam niewiele klubów bokserskich. 

Podczas trwania kariery zawodowej Pinheiro również powiedział: “Słyszałem o polskich kibicach” [odnosząc się faktu że Polacy na trybunach znani są  z pasji – przyp. red.]. Orlando nie ma zbyt dużej Polonii. Ale mam nadzieję że kiedyś czas na to przyjdzie. Kocham swoich ludzi!” Były promotor Adriana, Langston Hampton Junior, swego czasu o Adrianie mówił, “On jest bokserem ale wygląda jakby był męskim modelem; jest niezwykle szybki i zwinny. Trzeba się liczyć z jego talentem, bo to dobry, walczący czysto zawodnik. Jestem jednym z promotorów, którzy z nim współpracują; swój zawodowy debiut [Adrian Pinheiro] zaliczył 8 maja [2021] na organizowanej przeze mnie gali w Orlando. Dzięki swojemu talentowi Adrian może zostać kolejnym mistrzem z Polski. Stoi przed nim wielka kariera – wszystko zależy od jego zaangażowania. Ma talent w ringu, a poza nim jest postacią bardzo atrakcyjną marketingowo. Polska potrzebuje nowego mistrza i będzie nim właśnie Adrian Pinheiro!” – zakończył promotor. 

Wyżej piękne słowa, które niestety się nie spełniły. Ale jedno jest pewne: Gdyby Adrian Pinheiro kiedykolwiek zdecydował się na ringowy powrót, to wiemy jaka rzesza fanów wśród jego trzech kultur stała by za nim murem w drodze po tytuł: Polska!